Wizyty

czwartek, 3 stycznia 2019

Pani Jadwiga

Wielka Pani

Róża Emilia Centnerszwerowa 





z domu Tetz, ur. 1867, zm. 1940 w Śródborowie – polska tłumaczka i pisarka. Żona lekarza Samuela Centnerszwera. Współpracowała z redakcją czasopisma „Izraelita”








  


Książki własne

O wspólnem obu płci kształceniu w szkole średniej. Warszawa: Księgarnia Powszechna, 1905
O języku żydów w Polsce, na Litwie i Rusi: szkic dziejowy. Warszawa: Księgarnia Powszechna, 1907.

Tłumaczenia

Lily Braun, Pamiętnik Działaczki: lata dojrzewania, Skład główny w księgarni Gebethnera i Wolffa, 1913.
Charlotte Brontë, Villette, Towarzystwo Wydawnicze „Rój”, 1939.
William Caine, Wielki Mendoza i mała Senorita, Księgarnia BDW, 1925.
Giacomo Casanova, Moja ucieczka z Więzienia Ołowianego (I Piombi), Warszawa: Życie, 1921, 138 s.
Warwick Deeping, Kapitan Sorrell i syn, Warszawa: „Progress”, 1935.
John Galsworthy, Saga rodu Forsyte'ow, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1971.
Maurice Maeterlinck, Życie pszczół. Warszawa: Wydawnictwo Przeglądu Tygodniowego, 1903.
Edouard Schuré, Wielcy wtajemniczeni: zarys tajemnej historji religii: Rama, Kryszna, Hermes, Mojżesz, Orfeusz, Pytagoras, Platon, Chrystus, Hulewicz i Paszkowski, 1923.
Jean Webster, Tajemniczy opiekun (I wydanie pod tytułem Długonogi Iks), 1926.
Oscar Wilde, De Profundis. „Vita Nuova”, Warszawa 1922.
Émile Zola, Ziemia, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1950.
Stefan Zweig, Józef Fouché. Warszawa: „Renaissance”, 1937.
Sinclair Lewis, Anna Vickers, Towarzystwo Wydawnicze „Rój”, 1936.


Teksty

Przekłady


niedziela, 30 grudnia 2018

niedziela, 23 grudnia 2018

Bożenarodzenie 2018



Spokojnych, zdrowych świąt Bożego Narodzenia 2018
Wszystkim Czytelnikom życzy
Redakcja Magazynu Literackiego

To był ktoś!

 

Józef Birkenmajer

To był ktoś!

Proza

Poezja

Bliżej — i dalej...Do matkiJakże mi śpiewać?Niedawnom ciebie poznał...Ogłuchłszy w myślach...PożegnanieSkazańcySłońce w więzieniuStrzępy listuW upokorzeniach wzrosło i boleści...W wieczornej, przedsennej godzinieWyznanieUcieczka z więzieniaZ dumań skazańcaZa kratą
Czy będą?...Do ciężkiej pracy...Do małej siostry — z wygnaniaDuchu śmiały...Dusza moja...Dzwony cerkiewneEpilogI tutaj ludzie...Góry nadbajkalskieJest-że to prawda?...KremlNadejdzie słońce...Nie byłem wam TyrtejemNie miejcie smutkuNoc jesiennaNocleg zbiegaO módl się za mną...OdjazdOkruchyPójdę!Przed czarnym krucyfiksemPrzed wyjazdemRozstanieSą ludzie...Sen o szczęściuSzedłem, nie dbając...Tam u nas w PolsceW ciągu lat okropnych...W szpitalu bolszewickimWołgaŻyczenie
BuranDo przyjaciela ChińczykaLas śniegiem zasypanyNa szczycieNa zboczu góryPowitanie SybiruRzeka zamarzniętaTaniec szamanówTundraUrmanW noc deszczowąW tajdzeW UraluWidok na Kiachtę i MajmaczenWidok na TaganajZ oddali
Cisza południowaCmentarzDacan — klasztor mongolskiDziewczę burjackieJest jedna skała...Kolej nadbajkalskaLodokół „Bajkał“ŁódźMongoliMuzeum bajkalskie w IrkuckuMysowajaNa nieobjętej oczyma przestrzeniNa połówNawałnicaObraz, w wodzie odbity...Przystań w nocyPtactwo przed burząPytanieRozkołysane fal błękitnych grzbiety...RybacyTajgaTęsknoto, smutków moich rodzicielko...Trakt bajkalskiUjście Angary z BajkałuW miesiąc po bitwieWalkaWiatr się rozdąsałWschód słońcaWstał blady miesiącWyspa trędowatychZachódZadumaZmierzch wieczorny
Bądźcie zdrowi!Duma o żołnierzuO pieśni żołnierskiejNa dalekim posterunkuNoc wigilijna dywizji syberyjskiejPieśń duchów wieczornychPo klęscePo bitwiePoległymRojenia tułaczaŚmierć białogwardyjcaTak niedawno...Umierający żołnierzW górę czoła!Wieść o powrocieZ eszelonuŻołnierska dola

Przekłady

Wiersze

Proza

 

Literacka Wyspa skarbów

Piewca

Myli się, kto wierzy iż J. O. Curwood był pisarzem dla dzieci i młodzieży. To Piewca. Dzisiaj, z racji stylu i formy zaliczany do klasyków literatury światowej.


James Oliver Curwood

Złote sidła

The_Courage_of_Captain_Plum

Gustave Flaubert

Guy de Maupassant

środa, 19 grudnia 2018

Akcent nr 4/18



 
Polski emigrant powojenny w powieści brytyjskiej

Jerzy Pietrkiewicz alias Peterkiewicz (1916-2007) przybył do Londynu w 1940 roku, nie znając języka angielskiego. Doktorat z anglistyki uzyskał na Uniwersytecie Londyńskim w roku 1947, gdzie w późniejszym czasie (1950-1979) wykładał literaturę polską. Jego dorobek obejmuje prace krytycznoliterackie, liczne tomy wierszy, antologie angielskiej poezji w języku polskim i polskiej w angielskim. Od roku 1953 pisał też prozę w języku angielskim – jako Peterkiewicz wydał osiem powieści, uchodził za niezwykle oryginalnego autora brytyjskiego i często bywał określany mianem „drugiego Conrada”.  DALEJ

wtorek, 18 grudnia 2018

Rubikon


Ongi tłumaczył siebie ze wszystkich popełnionych zarzutów na język zrozumiały tylko dla kurzu i ciszy a teraz zagarniał pyliste wspomnienia węsząc przewidywany chłód. Zaiste, przekroczył Rubikon samotności albowiem między cedrową powałą a mahoniowymi drzwiami gadał do parującej retorty.


- O! krzyknął we wtorek na widok iskry słońca opadającej na kopuły złotoblachej cerkwi a schludne - No! w piątek spleśniałej gomułce koziego sera i podreptał w kierunku urynału by podzielić się ze strumykami, rzekami, morzami i wszechoceanami esencjonalną esencją libido wytryśniętego siebie.
- Ego te egsorciso, szeplenił do muszli szumiącej wspomnieniami. Ileś-tam kroków w przód, ileś w tył areną pożeranego przez lwy samotności chrześcijanina przestrzeni gotowych do ewangelizowania.
Pochylony nad smażonym wężem kaszanki z krwi baranka i jagieł, westchnieniem zapytał krucyfiks - Jak powiedziałeś? Ach tak, bierzcie i jedzcie...Vale victis.
Kiedyś w Padwie upił się z kobietą równie samotną jak on i położył się z nią do łóżka, najpierw tylko rozmawiali a potem tylko spali. Za oknem gwiazdy, świerszcze i noc, jutro weźmie nowe zwoje? Zacznie od początku?
Skrzętnie rozkłada w pamięci ostrakony pamięci wklejone między bizantyńskie mozaiki. W innym śnie wyczuwał zapachy heliotropów, prawoślazu i mdlącą woń śmiercionośnej datury. Pochylony nad rozpaczliwie krzyczącym człowiekiem mandragory pytał - A czegóż to labiedzisz malcze? i rozcierając wonności opuszkami pamięci, wzruszał się starczo widząc rdzawe kości butwiejące pod murem Konstantynopola, gdzie lisy u pospołu ucztowały z krukami *
Jajo filozoficzne kryjące siarkowy posmak alembiku Johannesa z Brugii i zaklęcia na Trismegistosa nasunęły mu mgłę wspomnień panny o turkusowych oczach i koralu ust wtedy, tam, gdy straże okrzyknęły świtanie i zazgrzytał most, uniknął pchnięcia nożem w zaułku, gondola, peleryna, maska, krew wirująca wirując wycisnęła czas.
Kasza i skwarki, piersi i perły, oczy i kości, siarka i raj, zapłakał bezgłośnie. Tej nocy ryby z pochodniami w pyskach płynęły przez jego komnatę. Ryby? Może nie ryby, może smoki. Płynęły ławicą gdy ją kochałem i czekałem i wszystko minione obróciło się za mną w popiół, tak jakbym nigdy przedtem nie kochał i nie czekał *
Myślał o śnie czekającym go we śnie, bo wierzył niezachwianie że sny są myślami Boga, ciało zanurzone traci a kąt padania się równa. Kto mi się śni, syn perły i półksiężyca? Po nim już nigdy zamki za pionki, pionki za miasta. Czy to spojrzenia jej oczu pojmały mnie, gdyż oczy te były mi dobrze znane, tak jakbym widział je już kiedyś we śnie. Brązowa otwartość tych oczu spaliła wszystko czcze i codzienne na popiół *
Jak odręczne didaskalia Boecjusza w zapachu płonącej świecy nieomylnie rozpoznaje drobiny zamglonego wczoraj. Spoglądając pryzmatem pamięci na wierzchołki dawno ściętych cyprysów, starczą dłonią gładzi pergaminy, lepka ślina wzruszeń raduje go jak bezgłośna radość starego psa.
- O Beatrycze... Rdzawe kości pod murami Konstantynopola. Ujrzałem cię pierwszy raz i przemówiłem do ciebie. Było to tak, jakby przeszło przeze mnie trzęsienie ziemi. W głębi mej duszy przewróciło się wszystko, czeluście mego serca otwarły się i nie poznawałem już swej własnej natury... * Akwedukty słów, daktyle strof, plamy po winie złudzeń, kratery płynnych wersów a teraz? Łupiny myśli bezgłośnie pękając sieją myśli. Wstaje ciągnąc za sobą kapcie jak oporne kanapowe pieski. Starość nie radość, myśli wsuwając ptasie dłonie między pergaminy na półkach, tasując autorów, tytuły, chropowatość grzbietów, zapachy świec płonących wczoraj.
Znajduje wczoraj, odchodzi, siada skrzypiąc, oddycha świstem astmatyka.
- Jeszcze jedna chwila życia a umrę. Słowa warte śmierci niewartej słowa. Cóż, zacznijmy od początku, powiedział do myszy na parapecie. 

Sławomir Majewski 

/Fragment/

* Mika Waltari, Mroczny Anioł 

sobota, 8 grudnia 2018

Karol Hubert Rostworowski

Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Pod wpływem rodziców zaczął studia rolnicze w Halle, które rzucił w 1900 r. Rok później rozpoczął naukę gry na fortepianie i kompozycji w lipskim konserwatorium. W 1907 r. studiował filozofię w Berlinie. Podróżował do Włoch i Francji. W 1908 r. zamieszkał w Czarkowach nad Nidą, a po wybuchu I wojny światowej - w Krakowie. Po 1920 r. rozpoczął współpracę z "Głosem Narodu", związał się z Narodową Demokracją. W latach 1933-1937 był członkiem Polskiej Akademii Literatury, a w latach 1934-1937 reprezentował Stronnictwo Narodowe jako radny krakowski.  DALEJ


czwartek, 6 grudnia 2018

Miguel Ángel Asturias

ur. 19 października 1899 w Gwatemali, zm. 9 czerwca 1974 w Madrycie) gwatemalski pisarz, poeta, dziennikarz, opozycjonista i dyplomata. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1967 za wybitne osiągnięcia twórcze, u podłoża których leży zainteresowanie obyczajami i tradycją Indian Ameryki Łacińskiej. Na początku lat 50 XX wieku ambasador Gwatemali w Salwadorze od 1966 do 1970 ambasador Gwatemali we Francji. DALEJ

Akcent

Wszystko się kończy, a nic się nie zaczyna 

 

Akcent nr 3/2018W Białej Podlaskiej oczarowała go nowo wybudowana cerkiew, pyszna, jednakowo bizantyjska i tak samo słowiańska przestrzeń. Odbywało się wielkie dziękczynne nabożeństwo. Brodaty pop podobny do malowidła na sczerniałej desce stał gromowładny we wspaniałej szacie, duchowni długim szeregiem posuwali się, niosąc wielką koronę z kości słoniowej, złota i masy perłowej. W pomroce świątyni światło elektryczne krzyżowało się ze światłem świec. Chór śpiewał z podniesionymi do góry głowami, z wyciągniętymi szyjami, jak czarne łabędzie na złoto-purpurowym stawie. Niedaleko zagdakał silnik malucha na wolnych obrotach, znak, że po Filipa przyjechali koledzy z podziemia.

DALEJ