piątek, 20 marca 2015

CIEMNOOKI WSZECHŚWIAT



















Czy rozpacz można przemienić w nadzieję? Czyż wszyscy nie żyjemy w zakładzie zamkniętym dla psychicznie chorych? Nazwaliśmy go światem. Tym światem. Jedynie nam znanym światem. Światem, który jest, w natłoku swoich bolączek – mimo wszystko - piękny i zachwycający. To trzeba mocno podkreślić. Ale i jest jednocześnie – dojmująco brutalny. Jak znaleźć równowagę pomiędzy tymi sprzecznościami? Jak żyć w kontraście dobra i zła? Wreszcie, jak odszukać właściwą drogę…


Czy metamorfoza rozpaczy, katharsis ku nadziei, będącą efektem terapii życiem, nie odziera nas z marzeń i pragnień? Czy ta kuracja jest nam w ogóle potrzebna? Czy też jesteśmy na nią nieuchronnie skazani cywilizacyjną koniecznością bytu… oraz ciągłym szamotaniem się w dążeniu ku Prawdzie… prawdzie, która okazuje się niekończącą się drogą - bez drogowskazów.
Rozważam te dylematy po lekturze książki Dawida Glena „Ciemnooka”. To zaledwie ich drobna część. Ułamek wielu pytań w natłoku: sekund, chwil, myśli i refleksji. Elementy zadumy: nad moim i nad twoim – drogi Czytelniku - miejscem we Wszechświecie. Miejscu ciemnookim, a jednocześnie ponętnym. Lektura tej książki niepokoi, a zarazem wyzwala. Zatrważa, a jednocześnie prowadzi ku wyrafinowanej ścieżce koncepcji, że „nie we Wszechświecie pojawiło się życie – to w Życiu pojawił się Wszechświat …”. Czy wolno nam - tak właśnie - spojrzeć na to, co nas otacza? Autor zaproponował nam wyzywające intelektualnie odwrócenie perspektyw widzenia. Niczym Antoine de Saint-Exupéry proponuje nam podróż do prawd uniwersalnych ukazując nowe spojrzenie na przeżycia rozwiniętego duchowo człowieka XXI wieku.
     Nie trudno dociec, że Dawid Glen napisał tę książkę pod pseudonimem. Poszukajcie Autora w sieci, ale póki co nie naruszajmy Jego prawa do anonimowości. Jej celowość nie ulega wątpliwości, biorąc pod uwagę istotę przesłania zawartego na kartach książki. Chodzi bowiem o treść. Autor chce pozostać na drugim planie i uszanujmy to. „Ciemnooka” jest jedną z najlepszych książek jakie miałem przyjemność ostatnio czytać. Podobnego rodzaju refleksje i pytania wzbudziły onegdaj w mojej świadomości lektury: „Czarodziejskiej góry” Tomasza Mana oraz „Lotu nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya. Dawid Glen poszedł jednak dalej. W odróżnieniu od przywołanych tu dzieł pokazał potęgę nadziei. Szansę uleczenia i wyzwolenia. Ta swoista denominacja realiów może oszołomić. Szpital psychiatryczny to miejsce lęku, enklawa choroby, kwintesencja wyobcowania oraz miejsce wręcz bez nadziei. Można tylko uciekać od tego tematu. Można go ukazać jak Wojtek Smarzowski w sztuce teatralnej „Kuracja” na podstawie powieści Jacka Głębskiego. Tam młody naukowiec wymyśla eksperyment poznania swojego zawodu – lekarza psychiatry - zostając anonimowym pacjentem zakładu odosobnienia. Zostaje tam już jednak na zawsze. Nie ma nadziei. Jest: koniec, choroba i śmierć. Albo gorzej – piekło trwania w zamęcie i bólu.
      Bohater Glena tętni życiem. Życia pragnieniem i … nadzieją. Może to jest recepta na dziwne, trudne czasy. Rozniecić nadzieję. Pokazać nowy horyzont zapomnianych wartości. Opisać sumę doświadczeń i potęgę myśli. Wreszcie zanurzyć nas w wielkim sensie miłości oraz ofiary, bez której żadna prawdziwa miłość, obyć się nie może. To nie jest książka banalna. To nie jest książka akcji. To opowieść o współczesnym człowieku. O filozofii trwania. O wartościach bezwzględnych, które należy rozszyfrować w naszej przygodzie zwanej życiem. Nie ma od tego ucieczki. Nie mamy właściwie wyboru. Jeśli chcemy to życie przetrwać i odnaleźć w nim sens. Jeśli chcemy pojąć co to szczęście i jeśli chcemy i potrafimy je odnaleźć.
      Najważniejsze słowa padają w rozmowie bohatera powieści z bratem, który dowiaduje się o jego chorobie. Ta choroba, być może jest chorobą każdego z nas. Jej symptomy są dostrzegalne lub nie. Ale jednak one są. Pulsują w papce życia. Zanurzmy się na chwilę w świat (pozornie) schorowanej wyobraźni … Uważam, iż należy przytoczyć obszerny fragment powieści, gdyż stanowi on wielkie, ważne i zwarte przesłanie dla współczesnego człowieka… To pewnego rodzaju credo. Deklaracja niepodległości wobec „normalnej” społeczności żywiącej się – prawem, systemem i szablonem.

- Jacek, ale ja to wszystko przemyślałem. Wiem, że świat jest inny niż myślą ludzie. (…)

Zrobiło się tak czarno, jakby zamknęły się niewidzialne oczy. Jest tak słono, jakby wyparowało morze. Jest tak czerwono jak w środku serca. Rozum powinien być twoim sługą, nie panem. Nie pozwól mu okrążać twojej miłości. Bo to nie we Wszechświecie pojawiło się życie - to w „Życiu" pojawił się Wszechświat. I wcale nie jest nieskończony, jest tylko taki wielki, jak wielką potrafisz mu wyznaczyć granicę. Wszechświat jest tylko tym, co potrafisz wyobrazić sobie, poza sobą. To wszystko, co jest, jest myślą, Tam gdzie kończy się myśl, kończy się życie. To nie śmierć jest granicą, ciemnością, przepaścią - ciszą. To nieobecność myśli, jest przeciwieństwem życia. Jak prawdziwie i pięknie świat opowiada nam siebie, ptaka opowiada jego lotem i śpiewem. Trawę - jej cichą łagodnością  i chłodem. Odległość - opowiada nam, czarną kreską lasu, a bliskość - dotknięciem, czyli sobą. Kiedy jesteśmy blisko, czujemy gorące dotknięcia i sami jesteśmy, jak dłoń, jak skóra? Oddalając się odczuwamy lęk i niepewność, ale tylko tak długo, dopóki nie wyzwolimy z siebie nowej myśli, która nas zwiąże, z następnym elementem świata.
Sami też jesteśmy myślą, ale ta myśl nakłada się na tę, którą sami myślimy o niej i wtedy - powstaje świadomość, czyli świat, który wie, że jest. Jego narzędziem jest rozum, jego ludzkim kształtem jest umysł. Jego głodem jest poznanie, a jego owocem: rozwój świadomości. Oczywiście ten proces nie może następować w oderwaniu od ptaka, ziemi, trawy, czy deszczu. On dzieje się we wszystkim, co jest. Ziemia urodziła życie z myśli, a sama pomyślana została. Jej ciało rozkwitło myślami, a one zamieniły się w istoty i przedmioty, które wyzwalają następne myśli.
To wszystko, co do tej pory powiedziałem, to takie słowa ze słów - takie papierowe rozmyślania. Ale jest ważnym, żeby zadawać sobie pytania wykraczające poza egzystencjalną niepewność i usiłować „urwać się materii ". Tylko wtedy, kiedy udaje się nam " urwać materii " - zapomnieć, że jesteśmy - myśleć „poza sobą" - tyko wtedy możemy "rozszerzyć świat" - zobaczyć go o ten kawałek dalej, który stworzyliśmy w myśli, a raczej - myślą. W takiej chwili jesteśmy najbliżej Boga. Myślimy jego myślą. Nie możemy niczego stworzyć, jeżeli pozostajemy w "studni" ciała. Wtedy można tylko marzyć o wyjściu z cembrowiny. I takie marzenie tkwi w naszej podświadomości od prapoczątku. Ciało, tylko wulgarnie rzecz ujmując, jest materią. Tak naprawdę, to ciało jest, transformacją słowa. Jest możliwością myśli,  jest jej sercem i krwią. Nasze ciało jest materią, która szczelnie, precyzyjnie wypełnia ideę. Została wykrystalizowana w procesie ewolucji w ciało, które jest pochodną: chleba, powietrza, wody i ognia. Struktura ta wtedy posiada cechy, które nazywamy " życiem ", kiedy spełnia ideę, która ją powołała. Ale zaprogramowana jest tylko, jako ofiara. Musi oswoić się z tym programem i wykonać go do końca. Niezależnie od tego, czy w niego wierzy, czy nie. Od urodzenia do śmierci, uczy się dawać. Ci, którzy tego nie rozumieją, próbują brać, wkraczają w pole błędu i dokonują ofiary daremnej. Tajemnica ofiary jest trudna. Nie żyje się dla życia. Żyje się po to, żeby dokonać ofiary - dać, nie czekając nic w zamian. Płytkie, małostkowe poszukiwanie bliskich potwierdzeń, " w zasięgu ręki ", daje też takie płytkie spełnienia. W najlepszym przypadku i tak kończące się niezbywalną śmiercią. Przyjęcie każdej opcji, poza własne ciało, a już szczególnie w sferę myśli - słowa, daje rozrost świata. Przesuwanie granicy śmierci, o ten kawałek.
Oczywiście niczego nie otrzymamy za darmo. To właśnie ofiara jest ceną, którą płacimy. Żeby zaproponować lepszą, ciekawszą gałązkę świata, musimy rozszerzyć własny świat. Naj prawdziwiej dokonujemy tego poszerzenia, przez połączenie z innym światem. Następuje to w chwili, podarowania komuś drugiemu tego, co w nas najlepsze, najprawdziwsze, własne. (…) Siłą, która indukuje możliwość prawdy - jest zbliżenie przez miłość. Dlatego każda miłość jest najważniejsza, bo prowadzi nas do prawdy. Człowiek jest istotą, która ma zgromadzone w jednym bycie, wszystkie elementy Wszechświata, oczywiście w połowie. Bo tylko taki zestaw pozwala żyć i myśleć. Oczywiście  to myślenie, też jest tylko - ułomne. Dlatego tak trudno i tak długo trwa rozpoznawanie świata.
    Żeby rozpoznać świat, żeby dotknąć jego tajemnicy, trzeba " otworzyć serce" i pozwolić płynąć krwi swojej przez nieznane. Krwią, która dotyka nieznanej duszy świata, są myśli. Jeżeli potrafimy pomyśleć materię to ona się staje, staje się na tę chwilę. Materia nie trwa, ona się staje. Dlatego materii nie można pomijać, ale też nie wolno nadawać jej większej miary, niż sama sobie wyznaczyła. We Wszechświecie trwa tylko myśl. I nie jest ona tak zależna, jak to sobie ustaliliśmy. Myśl jest ideą niematerialną. Jest siłą, której źródłem wcale nie jest mózg. Owszem, w mózgu następują pewne materialne procesy (biochemiczne, biofizyczne).Ale tu nic więcej wydarzyć się nie może. Prawdziwy proces zmiany, ruchu idei - zaczyna się w " słońcu myśli " i kiedy otworzymy się, zaczynamy myśleć. Lecz nie myślimy o świecie, myślimy: światem. Na przykład:  ... Myślimy nie „o deszczu” -... Myślimy "deszczem". Bo oprócz tej postaci świata, którą widzimy, w której żyjemy, którą potrafimy opowiedzieć - jest jeszcze, a może przede wszystkim, - inna postać, inna przestrzeń. (…)
Są takie znaki, które pozwalają nam zajrzeć w strumień myśli, wyłowić z niego kolejne znaczenie. Tymi znakami są "słowa". Oczywiście to zjawisko nie dzieje się słowami. Bo my nie myślimy słowami. Jak powiedziałem wcześniej - myślimy "deszczem". Słowo "deszcz" daje nam tylko możliwość zobaczenia, że w strumieniu myśli naprawdę są krople, jest wiatr i chłód.
- Zakończę ten przydługi wywód, kilkoma uwagami wywodzącymi się z pytań podstawowych. Niebo wcale nie musi być w górze, a tym bardziej w Kosmosie. Życie ma swój rdzeń i w nim pulsuje to, co wydaje nam się „Rajem". Oddalanie od życia, to pogrążanie się w śmierci. Sonda kosmiczna, uciekająca w martwy Wszechświat umiera z przerażenia. Ludzki umysł wyposażył ją w konstrukcję wyrażającą myśl - ideę, ale ta idea tak długo istnieje, jak długo może kontaktować się z umysłem, który ją powołał. Z tego wynika, że świat oglądamy umysłem, a nie przyrządem. Opisując świat metodą naukową, wcale nie opowiadamy struktury, funkcji, czy kondycji kosmosu. Opowiadamy, uświadamiamy tylko możliwości umysłu, zdejmujemy kolejną zasłonę. Cały Wszechświat istnieje w nas.

Właściwie to, nie ma świata materialnego. Istnieje tylko nasze ludzkie wyobrażenie świata, informowane przez umysł - ( zmysły) o niemożliwości przekroczenia różnych progów - barier. Wszystkie bariery zmysłów są barierami neutralizującymi się, przy osiągnięciu progowej zasłony. Tylko dotykanie wewnętrzne nie ma bariery. Nazywamy je wyobraźnią, a tak naprawdę jest „nieskończonością". Dlatego myślą możemy dotknąć, najciemniejszego płomienia i usłyszeć "myślą" najdelikatniejszy wybuch świata. Wyobraźnia jest miłością po obu stronach życia.”
Jednak, aby to zrozumieć, uchwycić, trzeba się otworzyć na wszystko co nas otacza. Trzeba pokory i chęci poniesienia ofiary, aby doznać radości jej ponoszenia. To wyjątkowe olśnienie nie jest nam dane ot tak. Musimy do niego: dojść, dojrzeć, odszukać je dla siebie i w stosunku do bliźniego. Zobaczyć obok siebie człowieka. Nauczyć się kompromisu: pomiędzy życiem dla siebie, a również dla tego człowieka obok nas. Odczuć radość dawania. Jest większa i pełniejsza niż permanentne konsumowanie, branie i pasożytowanie.
Jakże trudne to przesłanie w dzisiejszym świecie. W świecie egoizmu i samorealizacji. W świecie pieniądza, władzy i nowoczesnej komunikacji. Wreszcie w świecie totalnym, globalnym, w którym poddawani jesteśmy: numeryzacji, utylizacji i kształtowaniu na idealnego konsumenta. Napisanie takiej książki - w tym właśnie świecie świadczy o mądrości i wielkiej odwadze. Świadczy o ogromnej głębi przemyśleń oraz empatii, którą Autor chce wyrazić i nas nią zarazić. Jego bohater poddaje się. Nie chce walczyć. Ulega terapii. A jednak pozostają w nim te wartości, w które wierzy. Może są one „jakoś tam” zredukowane, odarte z godności, ograniczone, ale są żywe i zawsze takimi pozostaną. Szkoda tylko, że aby Tutaj żyć (i przeżyć) trzeba przestać je głosić. Trzeba przestać o nich mówić. Trzeba je ukryć w głębi myśli, zamknąć w klatce siebie i trzymać pod kluczem samokontroli. „Skazać się na życie po dwóch stronach wyobraźni”. Unicestwić siebie pod maską dostosowania do współczesności. Wtedy mamy szansę na wypis ze szpitala. Szpitala przemienienia.
To jednak nie koniec. To byłoby zbyt proste. Zbyt hollywoodzko-banalne. Książka Dawida Glena jest otwarta. Na końcu zadaje pytanie, nie będące pytaniem, lecz wyzwaniem pytającym. Poetyzuje przesłaniem. Każdy wniesie weń swoją sumę doznań i doświadczeń. Czy właściwie odczytujemy przeznaczenie? Czy nasze ciągłe odradzanie jest wciąż żywe i sensowne? Czy nadal mamy szansę na nowe etapy w życiu? Nie jestem w stanie na te pytania udzielić odpowiedzi. Zapadają w świadomość głębią swojej melancholii oraz nostalgii. Kształtują obraz naszej ułomności. Na ile (?), kaleczeni przez życiową terapię normalności, będziemy nadal w stanie zachować: swoją odmienność, swoje szaleństwo i swoją walkę o ideały. Dokąd dojdziemy w „drodze powrotnej, która jest jak odradzanie, odbudowywanie równowagi psychicznej, radości istnienia i łagodnym porozumieniem ze światem”. Każdy z nas na pewnym etapie życia ma takie drogi powrotne. Do wspomnień, dzieciństwa, wyrywania się z narzucanych szablonów. A żyć trzeba tu i teraz. Warto posiadać takie drogi, lecz nie wolno nam się w nich zasklepić. Na nich zatrzymać. Nie wolno nam patrzeć wstecz. Tylko wstecz. Nie wolno nam patrzeć też tylko naprzód. Jedynym rozwiązaniem jest złoty środek. Arystotelesowska miara. A przede wszystkim: wiara, nadzieja i miłość.
Książka Glena ujęta została w pewne ramy perspektywy percepcji - poprzez brata głównego bohatera – Jacka, który jest młodym naukowcem po przejściach (rodzinnych), a jednocześnie zafascynowanym pasjonatem nauki. Chce zrozumieć i odkryć tajemnicę niewykorzystanych fragmentów mózgu. Prowadzi pozornie stabilne życie naukowca. Rytmiczne i poukładane. Układanka przeszłości majaczy jednak gdzieś w tle. Objawia nam, że relacje między ludźmi to najtrudniejsze dla nas wyzwanie … Jacek właściwie porzuca brata. Zostawia go na pastwę leczenia przez „fachowców”. I oni – dzięki pokorze i poddaniu głównego bohatera – tego dokonują. Jacek pozostaje z wyrzutami sumienia, ale i radością sukcesu uleczenia
     Książka została ujęta też w inne ramy. To wątek miłości do kobiety – ciemnookiej Anny … „Była wysoką, szczupłą brunetką, twarz miała delikatną i ciemne, głębokie oczy, pełne smutku i zdziwienia światem”. To wątek kuszenia życiem, zdradą i zwykłą – zdawałoby się ludzkiej miary – miłością … A jednak kreślą one atmosferę dla ważniejszych rozważań. Z piekła myśli bowiem składa się człowieka świat. To trzeba obłaskawić, okiełzać, oraz ujarzmić.
Czy owa ciemnooka jest demiurgiem tytułu? Być może w jakiejś części. Sądzę jednak, że za woalem tajemnic - „Ciemnooka” stanowi sztafaż intelektualny. Autorem powieści jest … znany poeta Który żyje naturą w jej świetlistym pięknie przenikniętym słonecznym światłem, światłem ziemskim, w perspektywie Boskości. Pod delikatną tkanką tej poezji kryje się siła niezwykła, duchowa; siła przeciwstawiania się rozpaczy, nihilizmowi, katastrofizmowi, pesymizmowi. Przeciwstawiania się zwątpieniu i beznadziei trawiącym współczesny świat – temu wszystkiemu, co w sposób zgoła niszczycielski wpływa na duchowość człowieka, ulegającego nawet podświadomie presji mrocznych tendencji.... to poeta żarliwy, z odwagą poruszający się na przeciwstawnych biegunach świata zmysłowego i zrodzonego z ludzkich pragnień, lęków, fascynacji. Ton jego wierszy jest niepodobny do innych: wyrazisty, samodzielny, niepokojący.
(Bohdan Pociej, “SYCYNA” Nr 17(95) 1998.)
Odkryłem zatem kilka kart. Nie mogę więcej, gdyż to książka, którą po prostu trzeba i warto przeczytać. Na zawsze pozostanie w pamięci czytelnika. Ja, przeżyłem ją głęboko. Spojrzałem na swoje życie z perspektywy Wszechświata, który pojawił się w nim, bądź który ja sam stworzyłem. Taki prywatny wszechświat na własne potrzeby, aby tanio uzasadniać swoją drogę i swoje istnienie. Spojrzałem z dystansem na egoizm, los, radości i smutki. Muszę to wszystko przemyśleć. To wszystko co jest, jest przecież … myślą.
Muszę odkryć nowe horyzonty. Otworzyć nowy etap w życiu. Każdemu jest on potrzebny. Warto poznać „Ciemnooką” oraz ciemnooki wyraz Wszechświata; doznać olśnienia, czy nawet wielu olśnień, by po prostu - lepiej żyć …
Andrzej Walter
___________________
Dawid Glen; „Ciemnooka”. Wydawnictwo Self Publishing, str. 138, ISBN:978-83-272-3843-6


.