poniedziałek, 18 maja 2015

ANDRZEJ BURSA

TEKST DZIĘKI UPRZEJMOŚCI 

"KRYTYKI LITERACKIEJ"



 

Andrzej Bursa, kiedyś, dawno temu, jeden z moich ulubionych poetów. Przebywał krótko w Krakowie – tyle na ile pozwoliło mu chore serce i bogowie, którzy ulubieńcom nie pozwalają się długo kłopotać z istnieniem. Urodził się w 1932, zmarł w 1957 roku. Pracował przez parę lat w małopolskim „Dzienniku Polskim”, gdzie i ja – wiele lat później – byłem zatrudniony na etacie i pisałem reportaże o perspektywach „małego miasteczka”. Nie wiadomo jak potoczyłyby się dalsze losy znakomicie zapowiadającego się poety, gdyby dane mu było żyć długo, jak Różewiczowi czy Szymborskiej. Wiadomo, że na starcie nie ustępował im talentem a kto wie, może przerastał ostrością języka. Poetycki prowokator, buntownik, swawolny Dyzio o bystrym, przenikliwym oku, ironicznym poczuciu humoru, dużej złośliwości. Należał do poetów, którzy nie mitologizują rzeczywistości a demitologizują, nie przyprawiają wierszom skrzydełek, a obrywają je – uzasadnień można doszukiwać się – jak już wspomniałem – nie tylko w jego osobowości, ale i w stalinowskim socrealizmie, przedrzeźnianym przez Bursę. W jego oryginalnych i przewrotnych pomysłach na wiersze dominantą bywa prościutka, przejrzysta konstrukcja, pozostająca na długo w pamięci. Przyznaję, że zgrzebna, przyziemna poetyka Bursy zawsze mnie bardziej przekonywała niż metaforyczna obłoczność także krótko żyjącego Baczyńskiego. Piekielnie utalentowany. Mimo iż upłynęło wiele lat od jego śmierci, te wiersze są nadal młode, żywe i na swój sposób współczesne. Pokazywanie języka, sarkazm, złośliwość były, jak już napomknąłem, reakcją na obowiązującą propagandę sukcesu, która w twórczości opiewała czyny pogodnych traktorzystek i przodowników pracy socjalistycznej. Nie sprowadzajmy jednak buntowniczego i czasami – powiedzmy sobie bez ogródek – szczeniackiego gestu młodego poety do antykomunizmu, bo byłoby to wielkim uproszczeniem. Tak samo jak nie można interpretować politycznie wierszy amerykańskiego Charlesa Bukowskiego, czy polskiego Janka Rybowicza. Tacy się widocznie niedostosowani urodzili. W poezji potrzebni są zarówno bezczelni Kuby Rozpruwacze, jak i wzniośli poeci metafizyczni; jej uroda bierze się z jej różnorodności i nieprzewidywalności.



Funkcja poezji

Poezja nie może być oderwana od życia
Poezja ma służyć życiu

Gospodyni domowa powinna:
wytrzeć kurze
wynieść śmieci
wymieść spod łóżka
wytrzepać dywan
nakarmić dziecko
pójść po zakupy
podlać kwiatki
napalić w piecu
przyrządzić obiad
wymyć rondle
wypłukać szklanki
wyprać pieluchy
zaszyć spodnie
przyszyć guzik
zacerować skarpetki
zapisać wydatki

i jeszcze
zrobić
tysiąceinnychrzeczyok-
tórychniemamypo-
jęcia
a potem lektura wielkich romantyków
i lu-lu...

Casanova

Giuseppe Casanova
któremu tak zazdrościsz
nie był wcale bardzo bogaty
ani bardzo silny
a jego epoka
znała wielu mężczyzn równie pięknych
jak on
lub piękniejszych od niego
ale był grzeczny
tkliwy
rycerski
i zawsze zdobywał
chociaż czasem mógłby bez tego
dopiąć celu
więc o ile chcesz
tak jak on
zdobywaj serca kobiet
i nie zrażaj się trudnościami
zacznij od własnej żony


Święty Józef

Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
ze nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk



Dno piekła

Na dnie piekła
ludzie gotują kiszoną kapustę
i płodzą dzieci

mówią; piekielnie się zmęczyłem

lub: piekielny dzień miałem wczoraj
Mówią: muszę się wyrwać z tego piekła
i obmyślają ucieczkę na inny odcinek
po nowe nieznane przykrości
ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego
a są zbyt doświadczeni
by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu
mogliby jak ci starcy
hodowani dość często w mieszkaniach
(przeciętnie na dwie klatki schodowe jeden starzec)
karmieni grysikiem
i podmywani gdy zajdzie potrzeba
trwać nieruchomo w proroczym geście
z dłońmi uniesionymi ku górze
ale po co
dokładne wydeptywanie dna piekła
uparte dążenie
z pełną świadomością jego bezcelowości
ach ileż to daje satysfakcji.


Języki obce

Czy twój ojciec pali fajkę?
Tak mój ojciec pali fajkę
Yes, my father smokes the pipe
powtórz to zdanie
otworzy ci ono
o-
knonaświat
Gdy będziesz siedział na Broadwayu
w barze piękniejszym niż oczy szatana
spytają cię niezawodnie
czy twój ojciec pali fajkę
wtedy odpowiedz z uśmiechem
Yes, my father smokes pipe
Widzisz
jak to będzie cudownie


Kopniaki

Przyszedł rzeczowo żeby coś osiągnąć
ale już w pierwszych drzwiach kopniak
uśmiechnął się
kopniak wydał mu się dosyć dowcipny
spróbował znowu
kopniak
postanowił iść piętro wyżej
spadł znów na parter strącony kopniakiem
przywarował grzecznie w korytarzu
kopniak
kopniak w bramie
na ulicy znowu kopniak

więc zapragnął przynajmniej poetycznej śmierci
rzucił się pod samochód

i oberwał tęgiego kopniaka od szofera.

Miłość

Tylko rób tak żeby nie było dziecka
Tylko rób tak żeby nie było dziecka

To nieistniejące niemowlę
jest oczkiem w głowie naszej miłości
kupujemy mu wyprawki w aptekach
i w sklepikach z tytoniem
tudzież pocztówkami z perspektywą na góry i jeziora
w ogóle dbamy o niego bardziej niż jakby istniało
ale mimo to ...aaa płacze nam ciągle i histeryzuje wtedy trzeba mu opowiedzieć historyjkę
o precyzyjnych szczypcach
których dotknięcie nic nie boli
i nie zostawia śladu
wtedy się uspokaja
nie na długo niestety.


Modlitwa dziękczynna z wymówką

Nie uczyniłeś mnie ślepym
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie dziecięciem alkoholika
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie wodogłowcem
Dzięki Ci za to Panie

Nie uczyniłeś mnie jąkałą kuternogą karłem epileptykiem
hermafrodytą koniem mchem ani niczym z fauny i flory
Dzięki Ci za to Panie

Ale dlaczego uczyniłeś mnie Polakiem?


Nadzieja

Jeżeli nam się uda to coś my zamierzyli
i wszystkie słońca które wyhodowaliśmy w
doniczkach
naszych kameralnych rozmów
i zaściankowych umysłów
rozświetlą szeroki widnokrąg
i nie będziemy musieli mówić że jesteśmy
geniuszami
bo inni powiedzą to za nas
i aureole
tęczowe aureole
...ech szkoda gadać
Panowie jeżeli to się uda
To zalejemy się jak jasna cholera



Kasjer

Co on myśli ten facet
ten blady krętek
segregujący pieniądze
pomiędzy jednym a drugim kęsem bułki z kiełbasą
która jest wyrzeczeniem
na niekorzyść krawata
poprawiając krawat
kiedysiejsze wyrzeczenie bułki
krawat wyrzeczenie krzesło
palto niedzielne popołudnie
też wyrzeczenie
co on myśli
zwilżając palce jak higienistka
by sprawniej układać
stosy najwyższego piękna
najwyższego bo będącego tylko wyobraźnią
co on myśli
ten brzydal
urodzony dzięki wyrzeczeniu
i przez wyrzeczenie
rozmnażający się
segregując sztampowe staloryty
piękniejsze od Giocondy
co on myśli
jaka religia powstrzymuje go przed szaleństwem


Pantofelek

Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie
Pedagogika

Z dziećmi trzeba surowo
Zamiast płaszcza łach
Ubierz łach
Zapnij łach
Szanuj łach
Ten łach to moja praca
Moje wyprute żyły
Ten łach
Moje stracone złudzenia
Moje niedoszłe posłannictwo
Moje złamane życie
Moja martwa perspektywa
Wszystko ten łach
Ubierz łach
Zapnij łach
Szanuj łach

Poeta

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
i apiat'
cierpi za miliony

Sobota

Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywach rozwoju małych miasteczek
ale
.......mam w dupie małe miasteczka
.......mam w dupie małe miasteczka
.......mam w dupie małe miasteczka



Andrzej Bursa urodził się 21 marca 1932 r. w Krakowie, zmarł nagle 15 listopada 1957 r. Jego matka, Maria z Kopycińskich, nauczycielka, pochodziła z mieszczańskiej, katolickiej rodziny. Ojciec, Feliks, społecznik i również nauczyciel, po II wojnie światowej zaangażował się w działalność polityczną. Różnice światopoglądowe stały się przyczyną rozwodu rodziców Bursy (1947), a komunistyczne poglądy ojca – podłożem jego wieloletniego konfliktu z synem.
Podczas wojny Bursa uczęszczał na tajne komplety. Regularną naukę rozpoczął w roku 1945 w V Gimnazjum i Liceum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie. W czerwcu 1950 przystąpił do matury. Nie zdał jej m.in. z powodów politycznych i w końcu zaliczył maturę eksternistycznie w roku 1951. W lutym 1952 r. poślubił Ludwikę Szemioth. Wkrótce przyszedł na świat ich syn Michał. Bursa zadebiutował 16 maja 1954 r. wierszem opublikowanym w „Życiu Literackim”. W tym samym roku rozpoczął pracę dziennikarza (działów rolnego, reportażu i kultury) w „Dzienniku Polskim”. Zajęcie to, znaczone interwencjami cenzury, podjął wyłącznie dla pieniędzy (z przyczyn materialnych przerwał w 1955 r. studia bułgarystyczne).
Przełomem w życiu Bursy był rok 1956. Rozpoczął wtedy współpracę z teatrem Tadeusza Kantora „Cricot 2” oraz kabaretem Piwnica Pod Barnami i aktywnie uczestniczył w życiu literackim Krakowa. Jego poglądy polityczne i poetyka wyklarowały się pod wpływem październikowej „odwilży”. Istnieją spory co do tego, czy Bursa należał do PZPR, czy był jedynie kandydatem – w każdym razie po Październiku definitywnie zerwał z partią. Wykreślił się również z ksiąg parafialnych deklarując swój ateizm.
Ostatnie miesiące życia poety to czas niepowodzeń. Debiutancki tomik Kat bez maski został odrzucony przez Wydawnictwo Literackie. Bursa zrezygnował z pracy w „Dzienniku Polskim” po tym, jak redakcja opatrzyła drastycznymi poprawkami cenzorskimi jego reportaż o Polakach wracających z ZSRR. 

JÓZEF BARAN; POETIKON