wtorek, 12 maja 2015

O poezji Mariusza Jagiełły


Na ciele słowa wyglądają wyraźniej”


MARIUSZ JAGIEŁŁO – urodził się w 1977 r. Absolwent Pedagogiki w Wyższej Szkole Pedagogicznej TWP. Od kilku lat pracownik Urzędu Patentowego RP. Publikował w „Pograniczach”, „LiTeracjach”, „Szafie” „Open Polish Magazine”, na stronach internetowych „Odry”, „Helikopter OPT” "2Miesięcznik". W 2014 roku zadebiutował tomem wierszy „Człowiek z brudnopisu". Nominowany do jednej z nagród w XIX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego "MALOWANIE SŁOWEM" im. Mieczysława Czychowskiego. Poza wierszami pisze teksty piosenek i felietony. Od urodzenia mieszka w Warszawie

_______________________

Debiutancki tomik Mariusza Jagiełły „Człowiek z brudnopisu” to przykład poezji, którą szalenie lubię i cenię. Poezji nieudziwnionej, bez zadęcia, poezji – co w ostatnich latach mam wrażenie bardzo rzadkie – autentycznej, nienapompowanej, trafiającej do dużej rzeszy odbiorców, poezji nienachalnej, poezji normalnego, równego głosu. Najbardziej chciałbym się zatrzymać przy autentyczności. Owa autentyczność to coś, czego jako czytelnik, oczekuję. I Jagiełło, pod postacią podmiotu lirycznego, te oczekiwania spełnia w zupełności.

Odkąd śledzę twórczość Mariusza Jagiełły, nie opuszcza mnie przekonanie, że to, co czytam jest szczere, prawdziwe, że poeta nigdy nie próbuje zapędzić czytelnika w kozi róg, nie igra, nie przywdziewa maski, za powinność uznaje bycie do bólu naturalnym, niekiedy prostolinijnym, zachowując przy tym niebywałą skromność. Twórczość ta, co uznaję za ogromną zaletę, nie ulega literackim modom ani trendom. Nie wpisuje się w kanon tak zwanej najnowszej poezji. Nie jest ani hermetyczna, ani ideologiczna, ani zawiła, niejasna, przesycona nowomową. Jest prosta i w jakiś sposób uniwersalna, mająca szerokie grono odbiorców, reprezentantów różnych pokoleń, którzy często – jakkolwiek patetycznie to brzmi – oczekują poezji trafiającej pod strzechy, ku pokrzepieniu serc. I w przypadku Jagiełły się to sprawdza.

Nie jest to poezja wysokiego tonu i wyszukanych metafor. Na poziomie języka jest raczej klarowna i prosta, co stanowi największy jej walor. Niekiedy frazy są „mocne jak cios w szczękę od menela”1, niekiedy to „przekreślone słowa o uczuciach”2 lub „ziarenka piasku pozostawione na butach”3. Jagiełło konsekwentnie kreśli na papierze świat, który go otacza. Świat, który go boli i raduje, rozczarowuje i przygniata, „nie zostawiając złudzeń”4. Poeta nie wstydzi się przyznać do własnych słabości, nie boi się eksplorować swoich uczuć, przeciwnie: uważa to za swoją powinność; za coś, co czytelnikom, jako współtwórcom, się należy. Pozwalam sobie nazwać czytelników Jagiełły - współtwórcami, bo od zawsze trwa we mnie przekonanie, co więcej – umacnia się coraz bardziej, że oto właśnie sam poeta chce uznawać ich za współtwórców. Mam wrażenie, że umieszcza ich w swoim poetyckim świecie na tej samej płaszczyźnie co siebie.

Realizm, który tak mocno wrósł w teksty Jagiełły, ma różne barwy i odcienie. „Miasto śmierdzi potem”5, „miasto jest schronieniem przed poczuciem winy”6, „miasto budzi lęk”7 – jeden motyw ma często wiele warstw, przedstawiony jest na zasadzie antynomii. Dosadnie pokazuje to chociażby wyżej przytoczony topos. Bardziej jednak niż miasto, poetę interesują ludzie. Mam nieodparte wrażenie, że antropologia w tych tekstach zagnieździła się na dobre, nierzadko mieszając się z psychologią głębi.

Mariusz Jagiełło pod postacią podmiotu lirycznego obnaża się poniekąd jako aktor, którego wrzucono w wir świata („nie prosiłem o angaż do przedstawienia”8, „chcę być człowiekiem z pierwszych stron brudnopisu”9). Poeta pozostawia krytykę, dociekanie, dopowiadanie - innym, a sam z zacięciem niemalże redaktorskim opisuje to, co czuje, widzi, co wprawia go w stan zaciekawienia i pewnego rodzaju konieczności utrwalenia dziania się. Owo dzianie się jest bezustannie obecne w jego wierszach. Mam wrażenie, że gdyby nie ono, autor nigdy nie sięgnąłby po długopis, pióro czy klawiaturę (nigdy nie pytałem Mariusza o sposób zapisu tekstów), i nie napisałby niczego o niczym. Konkret – choć słowo to w poezji nie jest chyba najmilej widziane – to sądzę coś, od czego Jagiełło musi zacząć tworzenie. Nie musi być to Hiroszima ani zamach na World Trade Center, bo poetę interesuje codzienność, jej koloryt, wszystko to, co ją wypełnia i co z niej wypełza, przewijając się gdzieś obok. To jest naprawdę ogromny atut. Zdolność tworzenia z rzeczy najbardziej zwyczajnych, tematów dla sztuki. Bo czymże jest poezja, jeśli nie sztuką?

Człowiek z brudnopisu” Jagiełły to na pewno książka godna polecenia, chwytająca za gardło, dotykająca tego, co doczesne i co ostateczne. To również swoistego rodzaju autobiografia poety, który zmaga się z przeciwnościami losu, ale jednocześnie los ten pokornie przyjmuje („proces rozkładu przebiega sprawnie”10). Tomik, po wielekroć przeczytany, szczerze polecam. Mieszanina różnych uczuć i odczuć gwarantowana!

Łukasz Kuźniar

Książkę wydała Fundacja Duży Format, Warszawa 2014