wtorek, 19 maja 2015

„Oprzyj się, przyszła Ojczyzno, o te sny wysokie”





Poeci „Sztuki i Narodu” byli ludźmi wyjątkowymi, nawet na tle innych bohaterskich twórców z okresu niemieckiej okupacji naszego kraju. Jasno pojmowali rolę artysty. Wiele od siebie wymagali. Przeczuwali, że mają mało czasu. Wszyscy zginęli w czasie Powstania Warszawskiego bądź niedługo przed jego wybuchem. Wielkość na dystans wiary
Czujemy się związani nierozłącznie z losami naszej ojczyzny, której wielkość jest oddalona od dnia dzisiejszego tylko na dystans silnej wiary
-– takie zdanie określające horyzont myślowy poetów zgromadzonych wokół pisma „Sztuka i Naród” sformułował Wacław Bojarski, drugi redaktor naczelny konspiracyjnego pisma literackiego „Sztuka i Naród”. Podobnie pojmował rolę artysty jego poprzednik, Bogusław Onufry Kopczyński, młody kompozytor i publicysta, nazywany „Chopinem konspiracji”.
Jest rzeczą niesłychanie charakterystyczną, że wielcy artyści zwykle godzą się ze swym psychofizycznym związkiem z narodem
-– napisał.

Artyści „Sztuki i Narodu” uważali twórczość nie tylko za posłannictwo czy nawet powołanie, ale uważali, że prawdziwa sztuka wymaga zintegrowania z nią całego życia. Wyróżniało ich poważne i dojrzałe podejście do poezji, a także poczucie ogromnej odpowiedzialności za nadanie właściwego kształtu niesionym przez nią wartościom duchowym.
Program poetycki określili wyraźnie na łamach swojego pisma, formułując na początku roku 1944 deklarację Ruchu Kulturowego. Jej pierwsze słowa brzmiały:
Wola tworzenia wynika z poczucia odpowiedzialności wobec narodu w jego historii.
Takie podejście do twórczości stanowiło zasadniczy wybór życiowy – zdecydowanie o tym, że jej motywacją jest szukanie dobra innych ludzi, nie – własnego. Wybór ten wiązał się z koniecznością rezygnacji z pięknoduchostwa, z traktowania poezji jako ozdobnika, gry, zabawy czy nawet jako sposobu wyrażenia skomplikowanych i niełatwych stanów duchowych. Zachowywanie w twórczości imperatywu odpowiedzialności za innych oznaczało wyzbycie się narcyzmu, egoizmu czy poszukiwania w tworzeniu jedynie przyjemności. Oznaczało także wydestylowanie własnego „ja” ze wszystkiego, co niskie, banalne, a co może kusić tanim pocieszeniem czy przeciwnie – chęcią zbyt łatwego pławienia się w defetyzmie.
Zarysy istot, którymi mógłbym być, ale już nie będę, milczą jak rozrzucone zabawki opuszczone nagle przez dziecko
-– pisał Zdzisław Stroiński w liryku „O śmierci”. Rezygnacja z rozmaitych możliwych „wcieleń” dla poetów „Sztuki i Narodu” nie była smutną koniecznością pożegnania się z marzeniami czy pogodzeniem się z określonymi okolicznościami, ale efektem dokonania określonego wyboru, przynoszącego samotność, ale zarazem dającego wolność.
Będę bardzo sam. Będę miał życie pochmurne. Wiem. Ale zwyciężę mimo to – wiem o tym także
-– pisał Andrzej Trzebiński.
Dla poetów „Sztuki i Narodu” twórczość była areną walki dobra ze złem, sferą, w której rozgrywają się najważniejsze boje ludzkiego życia.
Twórczość to nie tylko estetyczne samo zachwycenie. To także akt odwagi
-– pisał Bronisław Onufry Kopczyński.
Twórczość jest walką. Czym większa twórczość, tym walka bardziej zacięta
-– wtórował mu Wacław Bojarski.

„Mogliśmy być Rimbaudami”

Do zmagań tych podchodzili „po męsku”, nie uciekali w tani estetyzm, ale poszukiwali Piękna, a przede wszystkim – Dobra. I byli gotowi drogo za nie zapłacić.
Mogliśmy być Rimbaudami. Ale odrzuciliśmy to, bo szliśmy gdzie indziej
-– pisał Andrzej Trzebiński w swoim „Pamiętniku”. Dokąd szli poeci „Sztuki i Narodu”?
Wolność? Tak, ona jest naszym celem
– pisał Wacław Bojarski. O jakiej wolności mówił?
Gotowi do walki o wolność państwową – stwierdzamy spokojnie i mocno, że nietknięta jest nasza wolność wewnętrzna
— jasno formułował swoją myśl Bojarski.
Wolność wewnętrzna dająca siłę do walki o dobro Ojczyzny zdaniem poetów „Sztuki i Narodu”, aby nabrała jakiejkolwiek wartości, musiała zostać przekuta w działanie.
Kultury, tak jak zwykłego poznania, nie można osiągnąć inaczej niż przez czyn
-– tak sformułował tę myśl Andrzej Trzebiński. Podobnie pojmował rolę poezji Tadeusz Gajcy:
Przeżywamy znamienny okres niechęci do wszystkiego, co bierne, co utożsamia się z postawą mędrca ze szkiełkiem, nawraca romantyczna fala czynu.
Poetom „Sztuki i Narodu” nie można zarzucić błazeństwa ani fanfaronady. Mimo młodego wieku, byli ludźmi dojrzałymi, świadomi konsekwencji dokonywanych wyborów, a także swojego twórczego posłannictwa. Wiele wymagali zarówno od siebie, jak i od innych. Nie brakowało im zarazem dystansu, ironii ani poczucia humoru.
O, Natalio, o, Natalio!
Bez pamięci cię uwielbia nasz batalion.
O, Natalio, o, Natalio!
Pachniesz wiatrem, szumem leśnym i konwalią.
O, Natalio, o, Natalio!
To się musi skończyć raz –
Wybierz wreszcie kogoś z nas!”
— śpiewał Wacław Bojarski swojej przyszłej żonie. Piosenkę „Natalia” nucił  w 1944 roku cały „Parasol”. Bojarski nie dożył Powstania. 25 maja 1943, kiedy wraz z Gajcym i Stroińskim, składał wieniec pod pomnikiem Kopernika z okazji jego czterechsetnej rocznicy śmierci, został ciężko ranny. Z ukochaną „Natalią” – Haliną Marczak - wziął ślub na łożu śmierci.
„Twórczość jest apostolstwem dobra”
Poeci „Sztuki i Narodu” potrafili się przyjaźnić, umieli dostrzegać urodę życia i jego wdzięk, a najbardziej leżało im na sercu ocalenie dobra – w sobie i w świecie.
Twórczość jest apostolstwem dobra
-– tę myśl Andrzeja Trzebińskiego można uznać za motto poetów „SiN-u”. Chęć ocalenia dobra – w sobie i dla innych – w warunkach wojennego koszmaru była wyborem heroicznym, ale zarazem jedynym wartym położenia na szali nie tylko swojego talentu, ale i całego życia. Dokonanie takiego wyboru było możliwe dzięki świadomości osadzenia istoty ludzkiego życia w rzeczywistości głębszej niż sam człowiek. Rzeczywistość tą, ponadczasową i ponadprzestrzenną, stanowiła zdaniem poetów „SiN-u” miłość.
Poniosę nad granicę kaliny, kłosy, bzy
to z nich granice będą — z miłości, a nie z krwi,
granice mieć z miłości, w żołnierskich sercach - „U”
nasz kraj się tam gdzieś kończy, gdzie w piersiach braknie tchu”
— pisał Andrzej Trzebiński w słynnym „Wymarszu uderzenia”, który notabene miał być jednym z ulubionych utworów Danuty Siedzikówny – „Inki”.