niedziela, 14 czerwca 2015

LISTY Z OFLAGU


Kiedy we wczesnych latach 70-tych zdobyłem psim swędem albo właściwiej - przez niedopatrzenie PRL-owskiej cenzury, tomik wierszy Witolda Wirpszy pt. "TRAKTAT SKŁAMANY", byłem szczęśliwy i zachwycony. Tomik kupiłem w państwowej księgarni na tzw. "loterii". Prawdopodobnie zapomniano, że Autor jest objęty zapisem. To był mój pierwszy kontakt z literaturą polskiego, współcześnie ze mną żyjącego pisarza emigracyjnego. Potem byli Hłasko, Taborski, Tyrmand, Miłosz i wszyscy inni. On rozpoczął moją, trwającą do dziś przygodę z polską literaturą emigracyjną. Sławomir Majewski”    Źródło




Otrzymałem przesyłkę z Zaułka Wydawniczego Pomyłka. „Listy z oflagu” WITOLDA WIRPSZY, opatrzone wstępem LESZKA SZARUGI, syna poety. Refleksje, które ogarnęły mnie po lekturze, są dwojakiego rodzaju.
Pierwsza: szlachetna sztuka epistolografii została nieodwracalnie zatłuczona na śmierć technoprostacką „kulturą” SMS-ów, e-maili, stukania na Gadu-Gadu, sprowadzającą internetową wymianę myśli (?) do odmóżdżonego bełkotu liter i „uciesznych” piktogramów. Na naszych oczach historia zatacza koło i pomalutku lecz nieodwracalnie zmierzamy do pisma „demotycznego” - obrazków dla półanalfabetów, czego najlepszym dowodem są m.in. instrukcje gotowania na produktach spożywczych. O tempora!
Refleksja druga: twórcy kultury i sztuki polskiej, wykształceni w okresie międzywojnia, prezentują gêne wysokiego lotu w porównaniu z naszym post-sowieckim, przaśnym jak gumofilce. Oni, wychowani przez nauczycieli prawdziwie zatroskanych o przyszłość narodu w myśl Jana Zamoyskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, więc przez nich edukowani i na znakomitych podręcznikach literatury i historii ludzkości od zarania dziejów, byli intelektualistami w pełnym tego słowa znaczeniu. Mieli bazę, której pokolenie XXI wieku nigdy nie dorówna, bo ma tę bazę gdzieś. A to Homer. Sofokles, Ajschylos, Eurypides, Horacy, Plaut, Tacyt. Dante i Petrarka. Boccaccio i Ariosto. I Doktorzy Kościoła – Augustyn z Hippony , Bernard z Clairvaux, Tomasz z Akwinu , Katarzyna ze Sieny , Wincenty a Paulo.
Jak powiedział Mario Vargas Llosa odbierając Nagrodę Nobla? „Gdybym przywołał tutaj wszystkich pisarzy, którym zawdzięczam coś, albo wiele, ich cień pogrążyłby nas w ciemności." Zapamiętajcie! I zapamiętajcie, że tacy twórcy, jak Wirpsza, Taborski, Miłosz, Czerniawski, Iwaszkiewicz, Gombrowicz, Dąbrowska, Nałkowska i rzesze innych, za życia więcej zapomnieć zdążyli, niż My zdołaliśmy się naumieć.
Lektura Listów z oflagu, niczym powolnie rozwijająca się akcja romansu, ewoluuje słowami młodego Jeńca przepięknie pisanymi do przyjaciółki lat dziecinnych, Marii Kuneckiej, przyszłej żony poety. Czytając, ze wzruszeniem obserwowałem tę ewolucję; od żarcików wielce delikatnych i zawsze pełnych avec respect dla Adresatki, po miłosne wyznania w listach później kreślonych; zbrakło kwiatów suszonych między stronicami...
Ostatnimi czasy dane mi było czytać sporo tomów korespondencji „dwuwektorowej” Herbert-Turowicz, Herbert-Miłosz, Miłosz-Iwaszkiewicz, Mrożek-Lem i kilka podobnych. Ale mam na koncie czytelniczym dawniej czytane listy: Madame de Lespinasse w prześwietnym tłumaczeniu Tadeusza Boya-Żeleńskiego albo niemniej wspaniałe Listy Abelarda do Heloizy. Tak, „schamieliśmy, schłopieliśmy”, Kochani. I nawet słowa piosenki Trubadurów „Ludzie listy piszą”, nie są już prawdą. Kto tam dziś listy pisze...
Czy warto zanurzać się naszymi XXI-wiecznymi mózgami pełnymi headlineów i internetowych, z Matrixa wziętych wirtualnych „problemów” w ten zbiór tak intymnych, tak prywatnych ale przecież tak pięknych listów obcych nam ludzi? Warto i trzeba. By ocalić od zapomnienia nie miłość Wirpszy-poety do Marii, wybranki jego serca, lecz samych siebie ocalić od nagłówkowej ignorancji, siermiężnego prostactwa, umysłowego i kulturowego wstecznictwa wszechpolskiego, skisłego jak stary żur.
Są, którym się wydaje, że mając w swej mocy jakieś okienko do pisania na darmowym blogu czy forum, literaturę tworzą pisząc co chcą, zwolnieni od obowiązku zapoznania osiągnięć literatury rodzimej i światowej. Że mogą pisać bzdety koszmarne, bo to ich demokratyczne prawo. Ale już skąd się demokracja wywodzi – najczęściej nie wiedzą. I nie wiedzą czym i dla kogo była grecka demokracja, którą sobie dzisiejsi ignoranci pyski wycierają. Ignorancja, to zaprzeczenie piękna słów-poematów, pisanych prozą w listach Witolda Wirpszy, jeńca wojennego. Tak, ignorancja to kulturowa śmierć; zupełnie jak polska prowincja...
Będzie ta książka stała u mnie na honorowej półce, gdzie Joyce, Conrad, Shakespeare, Czerniawski, Herbert, Baudelaire, Pepys, Homer, Bułhakow, Dostojewski. Bo tam jest miejsce dla Wielkich pisarzy i poetów, z których dzieł emanują wiedza, przesłanie, kultura. Postawcie ją u siebie, nie pożałujecie.

Postscriptum
Przyjdzie czas, gdy ktoś dostrzeże i wypowie takie słowa:
- Zaułek Wydawniczy Pomyłka, dobrze zasłużył się Ojczyźnie.