środa, 10 czerwca 2015

MAGIA NIEBIESKICH KRÓLIKÓW

SŁAWOMIR MAJEWSKI

Kiedyś szczerze publicznie wyznałem:


Podtrzymuję. Ale bywa, że czynię wyjątek od reguły. Sporadycznie. Czasem przeczytam. Chętnie esej. Niechętnie „beletrystykę” czyli fiction. A najniechętniej – poezję. Choć czynię wyjątki. Wybredny jestem. Po Joyce, Steinbecku, Caldwellu, Eco czy Bułhakowie trudno nie być wybrednym. Chce się lepszego od dobrego. A dobrego u nas mało. Na lekarstwo. Adam Czerniawski? Tak, czytam. Człowiek wielce myślący. Masłowska? A dajta spokój! Huelle... No tak, może Huelle. Ale nie za wiele. Dehnel? Na rany Jezusa, nie! No a taki... Dosyć.
Lech M. Jakób, redaktor naczelny portalu www.latarnia-morska.eu pióro ma wszechstronne. W roku 1981 debiutował tomem poezji pt. Psy mojej młodości. Potem dużo więcej poetyzował z powodzeniem. Do tego jest wybornym prozaikiem, pisał książki m.in. o tym, jak łowił ryby. Na wędkę. I poradnik dla grafomanów liczących Bóg jeden wie, na co. Dużo napisał jak na młodego pana z siwizną na skroniach. Sprawdźcie tutaj (LECH M. JAKÓB – Bibliografia) A posiwiał od prowadzenia Latarni Morskiej, której światło wiedzie pióra zbłąkane prosto do portu przeznaczenia – publikacji.
Ja bym i Lecha M. Jakóba, jako polskiego pisarza nie czytał, bo albo się ma zasady albo się zasad nie ma, jak powiedziała pewna dama, dajaca tylko za dolary. Tertium non datur, Kochani. Więc ja bym i Lecha M. Jakóba książek nie czytał, gdyby mnie Autor nie skusił. Podstępny jest jak Wąż Piekieł, wiecie który. Podesłał mi znienacka swoje dzieło pt. „Niebieskie Króliki” w niebieskiej (a jakże!) okładce.


Ja jestem człowiek upierdliwie uczciwy w tym, co tyczy pisania. Nikomu nie będę laurek wystawiać za bzdetów napisanie, choćbym go znał 100 lat, z nim zjadł 100 beczek soli i 100 razy pił sznapsy, podrywając 100 niewiast łatwodajnych; nigdy! Ale mnie Lech M. Jakób zaskoczył. Otwarłem książkę tak, jak się książkę jeszcze nieczytaną otwierać powinno – na pierwszej stronie tekstu. I wessało mnie. Czytam a tu, patrzcie i podziwiajcie - warto czytać! I choć Autor nie Hemingway podobnie jako i ja, to jak Hemingwaya mi się go czytało. Dlaczegóż? A dlategóż, uważasz, że L. M. Jakób wyrasta w tym pisaniu swoim ponad pisanie nacodzienne, obrzydliwym NIC atakujące z każdego zakamarka Internetu, z każdego własnym sumptem wydanego „arcydzieła literackiego”. Ergo - napisał rzecz wartą czytania, co o jakże nieczęste w kraju nad Wisłą.
Niebieskie Króliki” wciągają. Poprawnością stylu i formy, akcją tajemniczą a nierealną, Borgesowskim opowiadaniom podobną, choć wiem że paralela daleka jak Kalisz Antypodom. Fantasy? I dla fantasy znajdę mianownik wspólny z tą książką. A nawet z kryminałem. „Niebieskie Króliki” mają to „coś”, co z maszynopisu czyni książkę wartościową i czytania godną. Czym jest to „coś”? Nie wiem.
Czy książkę Lecha M. Jakóba polecić warto z jakichś szczególnych powodów. A jakże! Zachwyca nietypową fabułą; jest pewien tajemniczy Starzec i nietajemniczy, prozaiczny szczeniak. Przyjaźń z Kosmosu jakby. I skryta za Starcem i jego światem atmosfera (wspomniałem) nierealna, Borgesowska, fantasy; sam nie wiem jaka. A skoro ja nie wiem, to niby kto ma wiedzieć, co takiego Lech M. Jakób w „Królikach” zawarł, że mnie nie tylko nie odrzuciło, jak odrzuca zazwyczaj od polskiej mizeroty literackiej, ale wessało mnie. Wsyśnia tam jest, ale nie znam jej imienia. Powoduje, że zaczynając lekturę, zapomina się o Bożym świecie. Ja zapomniałem na kilka godzin. Za to przede wszystkim dziękuję Autorowi - że mogłem się od polskiej codziennej nicości oderwać, popływać trochę w krainie piękna, czego i Wam życzę z całego serca!