sobota, 11 lipca 2015

DZIEWCZYNA I ROSYJSKI POETA

Sebastian J. Theus

/Sławomir Majewski/





"Wszyscy ją lubią, ale wielu jej nie znosi. Lubię ją. To dlatego, że jestem wrażliwy. Trzeba być wrażliwym, żeby ją docenić, trzeba mieć w sobie duszę poety. Ale powiem ci prawdę. Możesz stawać dla niej na rzęsach, a ona i tak zrobi cię na szaro. Na przykład, kogo ci dziś przypomina? Dziewczynę co skończy na dnie butelki z prochami. Widywałem już takie rzeczy w życiu, ile razy, ale tamte dzieciaki nie były nawet stuknięte. Ona jest stuknięta."   Truman Capote; Biografia


Jest późny listopadowy wieczór, zaraz będzie noc. Dziewczyna ma twarz którą się zapomina po sekundzie. Siedząc na parapecie sklepowej witryny chrupie gofra. Niedawno przeczytała że 7 kwietnia 1906 roku erupcja Wezuwiusza zdemolowała Neapol zabijając ponad 100 osób. Zastanawia się, jakby to było, gdyby teraz tutaj wybuchł taki wulkan. Zapada noc.
Dziewczyna wstaje, idzie w kierunku metra, schodzi na peron, wsiada do wagonu, siada na wolnym krzesełku, wyjmuje z kieszeni książeczkę z wierszami rosyjskiego poety i czytając dłubie końcem języka w dziurawym zębie gdzie utkwił kawałeczek gofra. Rzecz bez znaczenia, lecz drażniąca.
Z głośnika pod sufitem sączy się utwór w stylu rap, potem hip-hop. Dojeżdżając Dziewczyna patrzy na zegarek, wstaje. Słyszy strzępy kłótni z matką, która tydzień temu przyłapała ją z Jeanem. Widzi nagie ciało Jeana w chwili w której w nią wchodził. Wysiadając uśmiecha się, bo jeszcze go czuje. Idąc peronem w kierunku schodów uśmiecha się, bo jeszcze go czuje. Czując że jeszcze go czuje idzie do wyjścia oznaczonego napisem Wyjście.
Nuci fragment w stylu rap myśląc kupię sobie hot-doga albo hamburgera albo. Mężczyzna z szyją owinięta długim, kolorowym jak tęcza szalikiem potrąca ją, książeczka z poezjami rosyjskiego poety pada w błoto.
- Ty pierdolony skurwysynu! krzyczy Dziewczyna ale mężczyzny już nie ma. Dziewczyna wzrusza ramionami, oczyszcza poezję z błota myśląc że to doskonała metafora. Wychodząc z tunelu na ulicę zatrzymuje się przy budce z hamburgerami
- Poproszę, prosi sięgając do kieszeni po pieniądze, znajduje, odlicza, podaje. Odwracając się plecami do sprzedawcy czuje chłód mroku.
- Dobrze że mam ciepły szalik, myśli a później ojej, ale tu by było cierpło, gdyby taki wulkan wybuchł. I że w 1906 roku pierwsza w historii chrześcijaństwa dziewczyna o polskim nazwisku Kozłowska została imiennie ekskomunikowana. Dlaczego imiennie? Muszę sprawdzić. Dlaczego imiennie? Musi sprawdzić żeby zrozumieć.
Znowu słyszy strzępy kłótni z matką.
- Nie mam piętnastu lat, mamo.
- I nie masz osiemnastu, dziwko!
Dziwka jeszcze go czuje. Widząc nagie ciało, przyciska do piersi książeczkę z poezjami rosyjskiego poety. Patrzy na wystawy idąc powolnym krokiem zapóźnionej turystki. W 1906 roku erupcja Wezuwiusza zniszczyła Neapol. Zginęło 100 osób. Niewiele w porównaniu z Pompejami. Ale kim była ta imiennie ekskomunikowana Kozłowska? Muszę sprawdzić. Musi sprawdzić.
Nucąc fragment w stylu rap wrzuca do kosza papierek po hamburgerze. Jest wczesna listopadowa noc. Patrząc na wystawy Dziewczyna idzie powolnym krokiem zapóźnionej turystki chowającej do kieszeni książeczkę. Jeszcze go czuje. Dziewczyna ma twarz którą się zapomina po sekundzie. Rzecz bez znaczenia lecz niewątpliwie drażniąca.

Opowiadanie z tomu „Casablanca”

.