sobota, 15 sierpnia 2015

LASCIATE OGNI SPERANZA!







Aż 19 mln Polaków nie miało w ostatnim roku w rękach ani jednej książki, a 10 mln nie ma ani jednej w domu - wynika z danych Biblioteki Narodowej. Do tego 6,2 mln Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli w 2014 r. nie przeczytało żadnej książki ani nic z prasy. (…) Według danych Biblioteki Analiz (bez grudnia) w 2014 r. przychody wydawców były niższe o blisko 7,5 proc. niż w roku poprzednim i wyniosły 2,48 mld zł. To spadek o 200 mln zł. Porównując zeszły rok do rekordowego 2010 r., spadek wartości sprzedaży sięga aż 15,7 proc., czyli 460 mln zł.”” Źródło


Posłowie PSL złożyli w Sejmie przygotowany przez część wydawców projekt Ustawy o książce. Czym naprawdę kierowali się deputowani – nie wiem. Czy rzeczywistą troską o los czytelnictwa w kraju, w którym 10 mln obywateli nie posiada w domu ani jednej książki? Być może. A może dali się zwieść spryciarzom, którzy dla siebie i swoich firm zwęszyli interes XXI wieku? Też możliwe. Czy tertium non datur w tej sprawie? Niezupełnie.
Ab ovo: 8 kwietnia 2015 roku grupa 39 posłów PSL, złożyła na ręce Marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego projekt Ustawy o Książce, powołując się na „Art. 118 ust. 1 Konstytucji R. P. z 2 kwietnia 1997 r.”, który im na taką inicjatywę dozwala. Posłom PSL dzielnie sekundują m.in. Państwowa Izba Książki z Prezesem Włodzimierzem Albinem (Wolters Kluwer S.A.) oraz Instytut Książki pod dowództwem Grzegorza Gaudena. Co wyczytamy w mediach nt. stanowiska tego ostatniego Pana?
Dyrektor Instytutu Książki, Grzegorz Gauden, jest zwolennikiem projektu ustawy o książce. Uważa, że nie zaburzy on mechanizmów rynku, a pozwoli go uporządkować. "Sednem projektu jest to, że dajemy wydawcy prawo do ustalenia, za jaką cenę wydana przez niego książka będzie przez rok sprzedawana. To wydawca zaryzykował wydając książkę, nie pośrednicy, którzy obecnie zaniżają cenę" Źródło
Projektem Ustawy zachłysnęła się niezliczona rzesza ludzi ze ścisłych kręgów polskich kultury i sztuki o takich nazwiskach i osiągnięciach na niwie, że strach się bać!
I wszystko byłoby jak w bajce, bowiem artykuly proponowanej Ustawy a szczególnie jej Uzasadnienie, na pozór zdają się być wyrazem szczerej i głębokiej troski PSL-owskich Ojców Ojczyzny i ich sojuszników, o poziom czytelnictwa, los wydawców, księgarni, drukarni etc. Na pozór. W dodatku zdawać się może, iż wszystko z obecną Konstytucją R. P. współgra idealnie, jak basetla ze skrzypcami w wiejskiej kapeli, co zgodnie podkreślają zainteresowani Ustawy tej wprowadzeniem. Na pozór.
Po pierwsze, proponowana Ustawa naruszając prawo (wydawców, drukarzy, księgarni zwykłych i internetowych) do swobodnego działania w ramach obowiązującej ustawy o działalności gospodarczej, wbrew zapewnieniom pomysłodawców, narusza Konstytucję R. P. z 1997 r. a szczególnie Artykuł 22 Konstytucji RP, który stanowi, że „ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”.
Po drugie: „Ważny interes publiczny” w przypadku urzędowej regulacji cen książki to nie „interes publiczny”, tylko interes zainteresowanych. Czyli kogo? Na pewno nie Czytelników, drukarni, wydawców, księgarni zwykłych i internetowych; oni wszyscy na tym stracą. A więc: qui bono?
Po trzecie: Projekt jest bublem prawnym pod prawie każdym względem, jak to zwykle projekty polskich parlamentarzystów.
Dlaczego bublem? Rozumiem zapał tych, którzy „jednolitą cenę” książek nowo wprowadzanych na rynek popierają ze szczerego serca. Nie znają się na produkcji tychże, więc im obojętne JAK, byle książka tania była. Ale w oparciu o proponowaną Ustawę, książka tania nie tylko nie będzie, lecz podrożeje wiele z tych, które z racji objętości i jakości edytorskiej (zatem kosztów produkcji) byłyby tanie, gdyby nie ten projekt.
PRZYKŁAD 1: tomik wierszy o objętości np. 20 stroniczek, papier VII kl. offset 70 g/m2; kolor druku 1 x 1 czarny; oprawa: szycie po grzbiecie (zeszytowo), nakład 1000 egzemplarzy. Koszt PRODUKCJI: 1,65 – 2,50 zł za 1 egzemplarz. Ta sama pozycja wydawnicza według proponowanej Ustawy czyli „ujednolicona” cena KAŻDEGO egzemplarza w sprzedaży dla „odbiorcy końcowego”, wyniesie dziesięciokrotnie więcej. Bowiem „ustawodawcy” w omawianym Projekcie zawarli wymóg, by drukarnia-wydawca nie mieli prawa do sprzedaży taniej, niż przewiduje proponowana przez nich Ustawa. Opornych będzie się srodze karać!
PRZYKŁAD 2: Album o malarstwie, biografia, antologia poezji itp. w nakładzie 2000 - 3000 egzemplarzy; objętość 500 - 700 stron; druk 4 x 4 kolor + czarny; papier biblijny + kreda itd. Koszt produkcji 90 – 140 zł. Cena tej samej pozycji według proponowanej Ustawy, czyli wg. „ujednoliconej” ceny dla KAŻDEGO egzemplarza w sprzedaży dla „odbiorcy końcowego”, będzie trzykrotnie mniejsza od kosztu jej wyprodukowania. Gdzie marża czyli zysk?
Książki tanie w produkcji, bezwartościowe z punktu widzenia tak zawartości, jak strony edytorskiej, będą szły jak przysłowiowa „woda”, zaś te opracowane z pietyzmem, drogie w produkcji, nie ukażą się w wcale, bo nikt nie zwróci ich wydawcom kosztów poniesionych dla ich wyprodukowania! Zatem czy rzeczywiście chodzi o „poprawę” stanu czytelnictwa w Polsce, czy o jakieś szemrane interesy do tej chwili niezidentyfikowanego „lobby”?
Zainteresowani tematem powinni wejść na stronę jakiejkolwiek drukarni (np. tej, wybranej przeze mnie losowo z google) posiadającej kalkulator cen i wpisać do niego odpowiednie parametry przewidywanej publikacji książkowej. Przekonają się, że nie skłamałem jednym słowem!
Ponieważ sprawa jest nader poważna, bo zahacza o podstawowe wolności obywatelskie, pozwalam sobie skierować kilka pytań do Pani minister Małgorzaty Omilanowskiej, szefowej MKiDN.

  1. Czy Pani Minister jest za Projektem Ustawy zgłoszonej przez PSL, Polską Izbę Książki oraz Instytut Książki?
  2. Czy MKiDN dokonało wyczerpującej analizy prawnej ww. Projektu Ustawy w kontekście jego zgodności z Konstytucją R.P.?
  3. Czy koszt produkcji książek przewyższający cenę odgórnie regulowaną będzie wydawcom refundowany ?
  4. Czy opracowano kryteria kwalifikacji książek do refundowania kosztów ich produkcji i utraty zysków spodziewanych?
  5. Czy MKiDN powoła specjalną komisję kwalifikującą książki do refundacji a tym samym - do druku?
  6. Czy znane są nazwiska osób, które w takiej komisji będą zasiadać?

Bo że ktoś będzie musiał zrefundować utratę zysków spodziewanych producentowi opisanemu w Przykładzie 1 – to pewne. A w przypadku opisanym w Przykładzie 2, ktoś musi zwrócić drukarniom-wydawcom rzeczywiste koszty produkcji i utratę zysków spodziewanych.
Skoro powołanie spec-komisji wydaje się być „oczywistą oczywistością”, MUSI nastąpić jej powołanie, albowiem polski rząd nie ma ekonomicznych możliwości zrefundowania kosztów produkcji wszystkim wydawcom wszystkich planowanych przez nich pozycji wydawniczych. Zatem rząd (MKiDN?) musi się posłużyć weryfikacją ofert rynkowych. Cóż to oznacza?
Oznacza to ni mniej, ni więcej, tylko wprowadzenie korupcjogennego, patologicznego tworu, w którym „weryfikatorzy” tylko wedle swego uznania (interesu?) będą kwalifikować do „refundacji” najgorszego rodzaju, najpodlejsze wydawnicze chłamy, o kosztach produkcji np. od 5 do 15 zł, by zdjąć z rynku „piankę” 30 - 20 zł czystego zysku. Oczywiście, do podziału z zaprzyjaźnionymi wydawcami i drukarniami. Poza tym, ja sam, bazując na omawianym Projekcie, bez najmniejszych problemów potrafiłbym go ominąć; tyle w nim „dziur” prawnych. Cwaniaki ominą go na pewno!
A co będzie, jeśli autor książki lub właściciel wydawnictwa ubiegający się o zrefundowanie kosztów produkcji wyznają inne, niż członkowie spec-komisji poglądy polityczne, religijne czy (ogólnie pojmowane) „wartości”? Jaką będą mieć szansę na „refundację” ergo – publikację swoich książek? Żadnej! Czy tak się oddzieli literackie "prawdziwe" polskie zboże od kąkolu jakby niepolskiego a wydawców niesłusznych - od „jedynie słusznych”?
I wreszcie najważniejsze: czy po latach niebytu wrócą na koniec każdej stopki redakcyjnej znienawidzone i prawie zapomniane znaki, np. „W-123”, „E-75” czyli ślad rysich pazurów neo-cenzury? Przepraszam, nie neo-cenzury, tylko „Komisji Refundacyjnej W-126”

Na koniec – czy Stowarzyszenie Pisarzy Polskich i Związek Literatów Polskich są za czy przeciw Projektowi Ustawy O Książce w kształcie zgłoszonym przez PSL?

Sławomir Majewski


Postscriptum

Jeżeli przyjmiemy za fakt bezsporny, niepodlegający dyskusji, że „Aż 19 mln Polaków nie miało w ostatnim roku w rękach ani jednej książki, a 10 mln nie ma ani jednej w domu - wynika z danych Biblioteki Narodowej. Do tego 6,2 mln Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli w 2014 r. nie przeczytało żadnej książki ani nic z prasy”, zrozumiemy, iż żadna ustawa, poza taką, która na powrót upaństwowi rynek wydawniczy, tym samym kładąc kres wolności gospodarczej w tym obszarze, nie polepszy losu książek. Bowiem o kupnie decyduje wyłącznie Czytelnik a nie partie polityczne, Sejm, Senat, Izba Książki czy Instytut Książki. I nawet MKiDN nie ma tu nic do powiedzenia. Po co więc poszukiwać dróg ratunku w ustawach, które ipso facto niczego nie przyniosą, poza jeszcze większym rozczarowaniem?
Ludzie, którzy nigdy nie czytali i nadal nie czytają literatury, całe swoje zainteresowanie skupiając na Internecie, telewizji i grach komputerowych, ci ludzie książek w nieodległej przeszłości nie kupowali i teraz kupować nie będą. 
Czy oznacza to zmierzch książki drukowanej? Być może. Ale jeszcze nie za naszego żywota. COURAGE! 

.