środa, 19 sierpnia 2015

POWRÓT


Sławomir Majewski





Gdy tak przerzucam akta, zapiski rozmów, zeznania poszczególnych osób, widzę, że Rollo Martins mógł jeszcze wtedy bezpiecznie opuścić Wiedeń.


Graham Greene; Trzeci Człowiek


Obudził się, bo dotarło do niego rytmiczne postukiwanie. Uprzytomnił sobie gdzie jest, co się wydarzyło w tamtej knajpie i dokąd jedzie. Zapach słomy na której belach leżał przypomniał mu tę wielką starą gruszę w sadzie dziadków, woń ogniska kiedy z ojcem jedli raki, parząc palce ich czerwonymi jak krew pancerzami. Pomyślał że bardzo chciałby cofnąć czas. Bardzo chciałby cofnąć czas, wrócić między wycięte drzewa owocowe i jadowite liście sumaka tam, w Redville nad Pink River. Oczywiście, że chciałby teraz siedzieć przy kuchennym stole jako piętnastolatek w dżinsach-ogrodniczkach, zlizując z palców syrop klonowy cieknący z naleśnika. I żeby mama z uśmiechem nakładała mu na talerz kolejne porcje a ktoś za oknem zawołałby wesoło
- Maaaaaar-tiiiiin!
I żeby to była Maria w tej ślicznej, bladoróżowej sukience nad kolana.... Podniósł dłonie do oczu i przez chwilę bezskutecznie starał się zetrzeć z nich czarną, zakrzepłą krew tamtego gliniarza z Atlanty. Dał sobie spokój. Uniósł głowę, usiadł a potem wstał. Przez szczelinę patrzy na bawełniane pola, zakurzone sykomory i ziemię czerwoną jak rdza. Tak, bardzo chciałby teraz siedzieć przy kuchennym stole jako piętnastolatek w dżinsowych ogrodniczkach, zlizując z palców syrop klonowy cieknący z naleśnika... Wjeżdżając pomiędzy domy pociąg zwolnił, więc odsunął ciężkie drzwi wagonu a zaraz potem zobaczył kordon uzbrojonych w strzelby policjantów.