piątek, 23 października 2015

Wanda Szczypiorska EXODUS C. D.


EXODUS














2. Przetrwać



Nie były pewne co się z nimi stanie, lecz to, że dalej iść nie mogą, że muszą tutaj zostać było oczywiste. Na strychu było pomieszczenie kiedyś widocznie zamieszkałe, bo był tam piecyk z rurą do komina, sufit z desek i wypełnione słomą łóżko-skrzynia, a także okno. Może stół. Więc pozwolono im tam mieszkać. Jedzenie da im gospodyni. Kartofle gotowane i nic więcej. Zapłaci za to z konieczności szwagier. Dla Marii krepująca sytuacja. Ktoś tu sprzedawał chleb, więc Maria poszła się rozejrzeć i znów wróciła bez pierścionka, pozostał tylko ten ostatni z rubinem syntetycznym. Bez wartości. Na szczęście bochen duży. A w nim jakieś drobiny czarne. Może pchły? Tak sobie pomyślało dziecko, ale jadło. Siedzi przy oknie i je chleb.

Przez okno widać las. Podobno w lesie są jeżyny, kiedy odpoczną (może jutro)? trzeba tam iść, nazbierać, zjeść, chociaż, jak mówią, nie jest to bezpieczne, a jednak Maria bierze dziecko z sobą. Babka zostaje sama, ma spuchnięte nogi, z trudem porusza się na stromych schodach, mimo to będzie pożyteczna. Kiedy nadejdą chłody jej zajęciem będzie autodafe w płomieniu lampki wszy z ubrania. Maria też będzie tym zajęta. 
 
Lecz to dopiero zimą. Teraz trzeba pomyśleć o jedzeniu. Niech mała naje się tych jeżyn ile zdoła. Jednak nie wiedzą gdzie ich szukać. Powinny być na skraju lasu, ale nie ma. Muszą iść w głąb. Las nie jest gęsty, wygląda tak, jak gdyby był ogołocony. Leżą gałęzie ściętych sosen. Grunt jest piaszczysty, piasek zryty. To jednak nie okopy. Dziewczynka pierwsza zobaczyła rękę wzniesiona w górę w jakimś dziwnym geście, jak gdyby chciała się wydostać z piasku. Kobieca, męska? Nie wiadomo. I Maria nie chce wiedzieć. Ciągnie małą i uciekają. Przed czym? Dokąd? 
 
O takich sprawach się nie mówi. Kro zabił? Kogo? Nikt nic nie wie. To Niemcy oczywiście. Maria musi się z tym pogodzić. Do lasu trzeba będzie chodzić po gałęzie. Las jest niczyj. Zbiera gałęzie, wiąże sznurkiem, a potem wlecze na podwórko. Rąbie. Życie powoli się układa. Śpią razem w łóżku na tej słomie ( ktoś w niej zostawił wszy). W ubraniu. Robi się zimno,. jest październik. Jakieś pogłoski, jakieś wieści, Warszawa w gruzach mówią i szwagier musi się dowiedzieć, gdzie rodzice? Teraz wędrówka czeka szwagra, musi się dostać do Pruszkowa, bo tam jest obóz, tam są pewno i trzeba stamtąd ich wydostać. Zabiera plecak, ciepły płaszcz, ale nie musi iść daleko. Ktoś właśnie szedł do niego z wiadomością i on już wraca, on już wie. Z tamtego domu nikt nie przeżył. 
 
Do dziecka rozpacz starszych nie dociera. Ma swoje własne sprawy. Nie będzie dziadków? Nie rozumie tego. Bo nie jest sama. Na strychu ma przyjaciół. Królewicza, który Berewicz się nazywa i królewnę. Dostała kartki i ołówek. Rysuje wszystko, co im się przydarza. Mają we trójkę tyle przygód...
 
Maria powoli wychodzi z odrętwienia. Poradzi sobie jakoś sama. Szwagier ma przecież dziecko, żonę i teściową. Ograniczone możliwości. Bo jest zależny od teściowej, której podobno coś zostało. Miała dom mody, wiec gdzieś musiała schować futra, biżuterię, złoto? Lecz Marii nic do tego.. Maria dostała kosz kartofli. Teraz gotuje sama na piecyku. Cóż ma innego do roboty? Przywlec gałęzie i rozpalić. Obeszła strych w poszukiwaniu czegoś, co się przyda. Znalazła dużą skrzynię z ciężkim wiekiem, w której gospodarz przechowywał ziarno. Pszenica, na siew pewno, a może jednak w jakimś innym celu? Przecież to garstka, pomyślała Maria i wzięła sobie pół garnuszka ziarna. Ugotowała. Było dobre. Pszenica była bardzo smaczna. A więc postanowiły co dzień trochę uszczknąć. Gospodarz może nic nie zauważy. 
 
Przetrwać. Nadeszła zima i śnieżyca. Mróz. Ciągnąć gałęzie z lasu coraz trudniej . Strach. A Niemcy jednak jakby mniej widoczni. Ci których jeszcze się spotyka, są chyba w drodze gdzieś na zachód.. Na motocyklach, w samochodach. Nigdy pieszo. No i znikają gdzieś pewnego dnia, jak gdyby nigdy ich nie było. Rano na dole słychać głosy, hałas. Maria ostrożnie schodzi na dół. I co widzi? U gospodarzy są żołnierze. Dech jej zapiera. To Polacy!