wtorek, 1 grudnia 2015

George Bacon

FILM







Paul:
- Kobieta słyszy jego nadejście ale nie otwiera oczu. Ma nieco obwisłe piersi, mocno opaloną i jędrną skórę; króciutko ostrzyżona blondynka po czterdziestce.


Marion-Gertie, 
ostrzyżona króciutko blondynka po trzydziestce rozchyla szlafrok kąpielowy, pokazując wszystkim wielkie, nabrzmiałe od silikonu sterczące cycki.

- Obwisłe piersi? Że niby ja mam nieco obwisłe piersi?


Paul:

- No nie Marion, ty nie masz. Prawdziwa Gertie miała obwisłe cycki. Tak tu jest napisane ale to bez znaczenia więc idźmy dalej, bo szkoda czasu. O, stąd: George Bacon wie, kim jest naga kobieta siedząca na piasku jego prywatnej plaży, bo podchodząc zwraca się do niej po imieniu.

GEORGE:
- Witaj, Gertie.

Gertie otwiera oczy, odwraca twarz i uśmiecha się.

GERTIE:
- Witaj, George.


Gertie ma twarz pisarki, więc zakładając, że jest pisarką, z góry zakładamy że jest pisarką poczytną a więc i znaną. Bo czy ktoś, kogo pisanie nie sprzedaje się wyśmienicie, o kim nie wspominają entuzjastycznie wspaniałe, ważne, liczące się i uznane za wyrocznie różne pisma, na stronach poświęconych bestsellerom, takie jak choćby pieprzony New York Times, wiec czy ktoś taki może być określony mianem pisarza lub pisarki albo po prostu, mianem literata? No?
- Absolutnie nie! Mówi z politowaniem Gertie Stone. Absolutnie nie! Wchodzi na balkon, choć jest to przyjęcie specjalnie na jej cześć z okazji wydania jej bestsellera pod tytułem „Życie i Twórczość Georgea Bacona”, na którym zrobiła nielichą forsę i od którego jeszcze przez długie lata będzie odcinać kupony. I pomyśleć tylko, że gdyby nie przypadek, nigdy by go nie poznała osobiście; nie cierpiał kobiet, nie interesowały go choć ją, jako lesbijkę traktował inaczej choć zawsze mówił o sobie, że jest absolutnie homoseksualny ale tam, guzik prawda! Swój swego, rozumiesz. No a do tego dobrze znała Redera wiesz, jego kochanka z czasów kiedy. No wiesz, Reder. Pamiętasz ten skandal? Nie pamiętasz?! Więc to ci jeszcze powiem, że podejrzewali Georga ale to były tylko ohydne pomówienia bo potem go oczyścili i przeprosili w prasie i telewizji. Sam się zabił, otruł czy zanarkotyzował na śmierć w hotelowej łazience a George nic a nic nie miał z tym wspólnego, bo tamten był ćpun i męska dziwka a mało to... O, Presley albo Janis Jopplin. A Morrison? No, sama widzisz! O Bobbym Marleyu też gadają że go wykończyła CIA i czego to ludzie nie wymyślą dla zwykłej sensacji, żeby nakłady skoczyły pod niebo! Albo ta nasza kochana biedna księżna Diana. Spisek. Zaraz spisek! Jechali za szybko i to wszystko, czyż nie?



- Absolutnie tak! Tak George, absolutnie tak! Mówi Gertie Roche, jak się wtedy pisała z francuska a mieszkała wówczas w takiej norze że o Jezuuuu! Taka podła ponura zapluskwiona nora! Jak raz mieszała właśnie kapustę z grzybami a ta jej sukienka? Pożal się Boże, oszczędzała na wszystkim, bo na hojność taty i mamy z Ameryki liczyć nie mogła i tylko jej brat czasami podsyłał jej parę dolarów ale on sam nieborak też ledwie wiązał koniec z końcem więc ona co przecież wiadomo, żadna tajemnica, w niedziele robiła za dziwkę w tym teatrzyku Różowa czy Czerwona Bułeczka u monsieur Eduarda de-cośtam miała to swoje stanowisko ogniowe i robiła to w rudej jak ogień, lokowanej a la barani łeb peruce, zmalowana jak stara kurwa żeby jej nikt nie poznał. Poznał, poznał i to niejeden. Ale to było zanim napisała autobiografię tej swojej kochanicy ograniczonej ale wiernej wobec niej jak suka. Poetka? Iii, kochana... jaka tam znowu poetka? Jak lesbijka to zaraz - Safona? Koń by się uśmiał z tych jej wypocin. No pisała, pisała. O kwiatkach i nimfach, duperele takie. No więc Gertie napisała tę jej autobiografię i wtedy naprawdę zarobiła naprawdę duże pieniądze. Duże? Co ja gadam, cholernie duże! Spotykali się u niej ci wszyscy gołodupcy artyści, co to teraz wszyscy są znani i sławni ale wtedy wszyscy byli obdarci, głodni i gówno warci. Dlaczego do niej przychodzili? A dlatego że była amerykanką a wtedy wszystkim imponowała Ameryka a Amerykanie przychodzili żeby pogadać w ojczystym języku o czymś za czym tęsknili a może podobała im się jej osobowość kto wie? Pewnie, język miała cięty jak u żmii ale to prawda, że potrafiła ocenić to co napisali, namalowali, fotografowali czy wyrzeźbili i to docenić. I jak trwoga, to szli do niej jak do Boga po kilka dolarów, funtów, franków czy marek albo po prostu coś zeżreć, byle co, nawet suchą bagietkę no a jak się dobiła nazwiska to dopiero te zapyziałe głodomory wypełzały ze strychów i suteren i śmietników całego Paryża i szły do niej niby to rozmawiać o sztuce. O sztuce? Ale! O sztuce mięs! 

 
- Ale do tego tylko sucha bułka niestety! Mówi Gertie nakładając mu kapusty a że George jak zwykle jest bez grosza przy dupie, więc ma w dupie świeżość pieczywa bo liczy na cokolwiek, co wrzuci na ruszt. Zeżarłby na surowo wombata padłego na jawajskiego syfa.
- Pyszności! Mówi i nakłada sobie drugą czubatą porcję a potem trzecią i wyciera talerz resztką rozmiękłej bułki, zupełnie jak Ruski furman i pożera ją i palce oblizuje jeden po drugim niech ja skonam świnia jedna! No, zupełnie jakby go nikt nigdy nie uczył żadnych manier! Ale ale, na śmierć zapomniałam że przecież on się wychowywał u zakonnic, podobno straszne były z nich suki! No tak, tylko to go tłumaczy, choć może to kolejna z jego historyjek, jakie sobie wymyślił ten cholerny pozer no ale z drugiej strony ta jego matka! Och, co za koszmarna baba! Inteligentna jak chomik po lobotomii a jakie legendy o niej krążyły! Mniejsza o nazwiska ale co poniektórzy to mówili o niej samobieżna pizda a w tysiącdziewięćsetktórymśtam, nie pamiętam dokładnie w którym, zwiała z betoniarzem! A może lastrykarzem? Z Serbem? Chyba z Serbem. Ty wiesz, że nie pamiętam? Uciekła, wyobrażasz ty sobie? I słuch po niej zaginął jak po tej kamforze. Oooooo, kochana, to była wtedy bardzo głośna sprawa, bo właśnie wtedy ojciec oddał go do tych sióstr więc Gertie siedziała na wyliniałej kulawej sofie i czytała mu fragmenty swojej powieści z maszynopisu upapranego jedzeniem, czerwonym winem pachnącego perfumami tej Alicji a może Jeanie czy innej Eunice kto wie, no bo kto by je tam wszystkie zliczył, tyle ich się przewinęło przez jej łóżko. Ja wiem: setki! Przesadzam?



- Absolutnie nie, moja droga! Mówi do Alicji, kiedy leżą patrząc w sufit pełen zacieków; artystyczne takie zacieki o, popatrz: tutaj jakby postać anioła a może orła a tam i tłumaczy jej, że to się nazywa pa-re-i-dol-ia moja kochana a zdyszana rozgrzana spocona Alicja ma oczy półprzymknięte tak, że widać białka i uśmiech na ustach tak i dwa górne siekacze jak tym śmiesznym wiewiórkom z kreskówek Disneya Chip i Dale, bo dwie były, nie? Ojezu, jakie ucieszne! I opowiada bawiąc się jej piersią, że na ganeczku siedział sobie Dziadunio.
- Dziadunio siedział sobie na ganeczku bo miał widok na pole lucerny i hikorowe drzewa i gniazdo sroki na tej najwyższej topoli. Więc Dziadunio kiwał się w fotelu a matka rozwieszała pranie a my z Samantą latałyśmy jak głupie za chrabąszczami i cykały świerszcze a żar zawsze był taki, że mówię ci wprost nie do wytrzymania. Aha i cykały świerszcze a w nocy to przychodził do mnie spocony noc po nocy jak przedtem przychodził do Samanty i mówił, że z tatusiem to nie grzech i że kupi mi cukierki i zarzucał mi koszulę nocną na głowę i rozkładał mi nogi. Matka? Och, jasne! A ty byś nie wiedziała? No jak nie? Te jej coporanne uciekanie oczami znad talerza mamałygi, chleba z masłem i syropem klonowym, mniam, kiedy nalewała kawę z imbryka z krówką to był mój ukochany imbryczek i wiecznie jak ty śmiesz ty mała kłamliwa dziwko? I że to przecież najuczciwszy człowiek pod słońcem, ostoja naszej małej społeczności a bogobojny jaki? Pytaj, kogo tylko zechcesz. Weź i zamilknij, na Boga, mała brudna wszeteczna świnio! Zamilknij, nie kuś Pana, na Pana! A Dziadunio kiwał głową, bujał się w fotelu, pił kukurydzówkę z kamionkowego gąsiorka i strugał sobie fajkę z kaczana i patrzył na gniazdo srok. A jednego wieczora Dziadunio wziął i umarł a gorąc wtedy był niemożliwy a Samantha miała szesnaście a ja czternaście lat i rano, zaraz po pogrzebie uciekłyśmy pieszo i Freddy, taki jeden chłopak od pana Farleya, drogisty, to wziął i podwiózł nas starym Dodgem do miasta i Samantha zrobiła mu to ręką; no wiesz co. Żeby mu podziękować, bo nie miałyśmy za dużo forsy a potem? A potem to już wszystko znasz no i to wszystko, moja kochana i co ja bym bez ciebie zrobiła gdyby nie ty? Nic bym nie zrobiła ot, co ci powiem!
A ona jej na to, że napisze jej biografię, że opisze wszyściutko dokładnie, jak było no i napisała wszyściutko dokładnie jak było i to był ten jej pierwszy, wielki bestseller, którym wypłynęła na szerokie wody. Zawsze mówiłam, że historie o lesbijkach idą jak woda bo każdy już tylko z samej czystej ciekawości chce poczytać jak one to ze sobą robią i dlaczego i dlatego idą jak woda na barce zakotwiczonej na Sekwanie piją wino i palą haszysz Gertie na kolanach Alicji potem Georga a potem znowu Alicji całowana całując całowana w usta policzki szyję i kark i czuje jej dłoń jej dwa palce falujące między udami. Czy jej pragnie?
- Absolutnie tak! To zależy tylko od treści napisanego! Czy opublikowanie rękopisu jakiejś książki nadaje mu wartość większą niż miał przed publikacją? To znaczy czy Poe, Whitman, Joyce, Hemingway a choćby taka Wirginia Woolf czy Gertrude Stein, kiedy ich jeszcze nikt nie drukował i nie czytał no, poza przyjaciółmi, kochankami, rodziną itepe to wtedy, przed publikacją jeszcze byli grafomanami a po publikacjach to już nie? Przecież Joyce sam finansował druk swoich opowiadań! Weź i przypomnij sobie jego Portret Artysty z czasów albo takich Dublińczyków! Był grafomanem? Wolne żarty! To by znaczyło, że dopiero wydawnictwo zdejmuje z barków pisarza odium grafomana i nadaje mu szczytne miano literata. Och, co za pieprzona bzdura!
- Dzisiaj złożyłam w wydawnictwie maszynopis mojej nowej książki, mówi Gertie szczotkując jej włosy.
- A o czym to będzie? Pyta Alicja malując usta, rzęsy, powieki i policzki mizdrząc się do lustra.
- Mizdrzysz się jak stara zdzira mówi Gertie a to jest biografia.
- Biografia? Pyta Alicja marszcząc brwi. Twoja biografia?
- Moja biografia to byłaby autobiografia, krówko, mówi Gertie ze śmiechem całując ją w kark. Twoją już napisałam a teraz to będzie biografia Georga.
- Georga? Ojeeeej, Georga?
W siedemdziesiątym pierwszym? Albo w siedemdziesiątym drugim jechali tym ośmiocylindrowym Fordem Gertie i ona wzięła ze sobą tego ohydnego chihuahua którego nazwała Myron, pamiętasz? Jechali do Paryża na retrospektywną wystawę obrazów i rzeźb Georga i zaraz potem spotkała się na przyjęciu z Georgiem a on miał silną astmę. Astma! Dobre sobie! To narkotyki, alkohol i seks ze wszystkim co się rucha och, pardon, co się rusza! Te jego szaleństwa i w ogóle cała ta reszta go wykańczały... A może europejski klimat po tej całej Afryce? No a ona zaraz po ich spotkaniu w Paryżu z marszu wzięła się za pisanie jego biografii. 



 
- Nigdy bym nie napisała, gdybym go nie poznała osobiście. Jaki cudowny przypadek, że znałam tych, co trzeba, nie? Szalenie mi się spodobał ten facet.
Alicja wzrusza ramionami odwraca się do lustra.
- Ależ on woli facetów a ty mnie kochasz to znaczy kobiety wolisz, no to jak? No już nic a nic z tego nie rozumiem, więc mi powiedz Gertie. Wyjaśnij mi to Gertie, bo już nic a nic nie rozumiem. Słyszysz? Chyba skonam!
Alicja zmysłowo pachnie jaśminem i jest bezapelacyjnie piękna z wydatnymi ustami i delikatnym jasnoperłowym cieniem na powiekach. Jest bezapelacyjnie piękna i bezapelacyjnie głupia, myśli Gertie patrząc na nią i wzdycha ma ochotę teraz wsunąć twarz pomiędzy jej uda wsunąć teraz usta i dotykać językiem tego śliskiego ciepłego aksamitu między nimi. Teraz?

Barth do wszystkich:
- Absolutnie tak, jest znamienitą pisarką!