wtorek, 29 grudnia 2015

Kandaules, król-świntuch


 Sławomir Majewski


Kandaules tak był rozmiłowany w swej małżonce, że sądził iż posiada najpiękniejszą ze wszystkich kobiet. A miał wśród swoich kopijników niejakiego Gygesa, syna Daskylosa, który cieszył się jego szczególną łaską. Poruczał mu ważniejsze sprawy państwowe a urodę swej żony sławił przed nim ponad wszelką miarę. Po upływie niedługiego czasu (miało bowiem wedle przeznaczenia spotkać Kandaulesa nieszczęście) odezwał się do Gygesa w te słowa:
- Gygesie, zdaje mi się, że ty nie wierzysz w to, co ci opowiadam o wdziękach mojej żony, ponieważ uszy ludzi są bardziej niedowierzające niż oczy; dlatego staraj się ujrzeć ją nagą.


Herodot, Dzieje.
Tłum. Seweryn Hammer






Charles Désiré Hue; The Myth of King Candaules


Ta opowieść ma i zarazem nie ma solidnej historycznej dokumentacji, choć jej postaci były figurami jak najbardziej rzeczywistymi. Luki w faktografii i pełne magicznych efektów opisy starożytnych powodują, iż mamy wrażenie obcowania z historią na poły mitologiczną i political fiction, po stokroć opisaną drżącymi piórami voyeurystów. Przy czym nie jest to sex-story mało znana. Na kanwie dziejów króla Kandaulesa, jego pięknej żony Rhodope i dzielnego żołnierza Gygesa powstała ogromna ilość dzieł. W roku 1845 Théophil Gautier napisał powieść Le roi Candaule. W 1865 roku powstaje opera w dwu aktach Le roi Candaule skomponowana przez Eugène Diaza do libretta Michela Carré. W roku 1868 Imperial Bolshoi Kamenny Theatre w St. Petersburgu wystawia balet w VI aktach pod tytułem Tsar Kandavl or Le Roi Candaule z choreografią Mariusa Petipa, muzyką Cesare Pugniego i librettem Julesa-Henriego Vernoy de Saint-Georges. Nie chcąc być gorszym od Gautiera, w roku 1899 André Gide pisze własną wersję Króla Kandaulesa.


"I Giges przyglądał się jak po wejściu rozbierała się z szat, gdy zaś niewiasta idąc ku łożu odwróciła się doń tyłem, wysunął się spoza drzwi i wyszedł. Wtedy ona wychodzącego zobaczyła i zrozumiała że to sprawka męża. Ale jakkolwiek wstyd jej było, nie wydała żadnego okrzyku i zachowała pozory, jak gdyby niczego nie zauważyła; w duchu jednak postanowiła zemścić się na Kandaulesie." 
 

Tak zapisał Herodot. I choć po prawdzie seksualne chętki króla Kandaulesa nie powinny nas nic a nic obchodzić, bowiem alkowiane wyczyny należą do tej sfery życia prywatnego, które winno się okrywać tajemnicą jak treść spowiedzi, jednakże to, co było konsekwencją wsadzenia żołnierza z dużą kopią do łoża królewskiej małżonki zasługuje na opisanie. A jak rzecz opisać nie zrywając kołdry z baraszkującymi pod nią? Nijak. Na marginesie zważmy, iż pochrząkując z uciechy lubimy sobie poczytać o erotycznych wyczynach innych ludzi, bo w każdym z nas tkwi mniejsza lub większa świnia. I że "w temacie" podglądactwa każdy z nas jest trochę Kandaulesem, bowiem czym innym niż voyeuryzmem jest oglądanie filmów lub obrazków pornograficznych a któż z nas ich nie oglądał? 

Z rozlicznych naukowych uzasadnień tego rodzaju upodobań, polecam Czytelnikom dzieło Richarda von Krafft-Ebinga Psychopathia sexualis. Eine klinisch-forensische Studie (Stuttgart: Enke 1886). Ten rodzaj seksualnej podniety dzisiaj zwie się cuckold a jego popularność (47 milionów zapytań w Internecie a ile realizacji?) zatacza olbrzymie kręgi w obydwu światach, w których żyjemy - realnym i wirtualnym. Jeśli dodamy internetowe, błagalne prośby w rodzaju „Please, fuck my girlfriend!” (ok. 33.300.000 wyników) czy równie rozpaczliwe wezwania „Please, fuck my wife!” (ok. 63.200.000 wyników), to uzyskamy całkiem zgrabny przegląd zapotrzebowania na ten rodzaj seksu, który naszym praprababkom wydawać by się mógł nieco ekscentrycznym.


Seks we troje (lub w większym towarzystwie) znany jest od tysiącleci. Świadczą o tym freski, rzeźby, monety, figurki czy obrazy tworzone w każdej kulturze od najwcześniejszych wieków. Zazwyczaj w układzie jedna kobieta – dwu panów (MMF) acz są autorytatywnie twierdzący, iż przeważa model odwrotny - dwie panie i jeden pan (FFM). Dzisiaj taki seksualny trójkąt, za zgodą zainteresowanych stron uprawiany jest najczęściej w pierwszej konfiguracji: mąż przyprowadza kolegę, udostępniając mu żonę ku zadowoleniu wszystkich lub żona zaprasza pana z Internetowego ogłoszenia i wyczynia z nim wszystko, o czym jej mąż zamarzy. Zaznaczmy z całą mocą, ze w takich układach nie ma mowy i małżeńskiej zdradzie, bowiem wszystkie strony wychodzą z założenia, iż ciało (genitalia) to nie mydło, nie wymydli się a skoro wszystko odbywa się za wiedzą i zgodą, to gdzie „zdrada”? Jest w tym racja – wszak zdrada to czynienie czegoś wbrew zapewnieniom i w tajemnicy przed stroną zapewnianą o lojalności i wierności małżeńskiej. Jak wspomniałem, dzisiaj układ taki zwie się cuckold (albo triolizm lub swinging) i obejmuje przeróżne formy seksualnych zachowań uczestników, od seksu małżonki z „tym trzecim” (lub kilkoma innymi) przy większej lub mniejszej bierności męża, po aktywne i w miarę „sprawiedliwe” działanie wszystkich. Nie wnikam w etiologię tych zachowań, bowiem istnieje wiele, najczęściej sprzecznych ze sobą teorii. Wedle „obowiązującej” do dziś wykładni tzw. Freudyzmu, cuckold jest fetyszyzmem w odmianie sadomasochizmu. Możliwe. A całkiem możliwe, że nie.

Tak, zatem Kandaules był voyeurystą... Voyeurystą ale może i homoseksualistą? Dlaczego? Albowiem psychiatrzy nie od dziś twierdzą, iż damy i gentlemani obarczeni tym rodzajem odchylenia, świadomie prowokują swoich małżonków do kopulacji z innymi na ich oczach między innymi po to, by wręczając im seksualną carte blanche, zaspokoić swoje dobrze skrywane homoseksualne zainteresowania. Przyklaśnijmy koncepcji. Czy Kandaules poza tym że był podglądaczem, był sodomitą dybiącym na wianuszek żołnierzyka Gygesa? Pytamy, albowiem pisał Herodot "A miał śród swoich kopijników niejakiego Gygesa, syna Daskylosa, który cieszył się jego szczególną łaską. Poruczał mu ważniejsze sprawy państwowe".

A niby dlaczego wielki król swoją "szczególną łaską" obdarzał kopijnika, jakich w armii posiadał na pęczki a w dodatku, z jakiegoż to powodu "poruczał mu ważniejsze sprawy państwowe"? Czy można przyjąć, że podstawiał Gygesowi swoją małżonkę po to tylko, by dobrać się do pośladków nadobnego młodzieńca tak, jak Sokrates do półdupków śpiącego Alcybiadesa, co nam pięknie zilustrował monsieur Édouard-Henri Avril w cyklu rycin De figuris Veneris? Można przyjąć, czemu nie? Bądźmy szeroko rozwarci na spekulacje!

Jak wiemy, w kwestii historycznych wydarzeń odległych od naszej epoki o lata świetlne, wszelkie domniemania suto okraszane rozlicznymi "jakoby”, „zdaje się możliwym”, „jest wielce zasadnym” etc. są jak najbardziej na miejscu, bowiem nikt nikomu nie zarzuci, iż łże jak pies najęty za ogromne pieniądze, prawda? Prawda. Ot, jak na przykład tym archeologom (rzecz znam z autopsji!), którzy wykopując artefakt o którego przeznaczeniu nie mają zielonego pojęcia, zazwyczaj nadają mu jedną z dwu nazw: „zabawka” albo „przedmiot kultu” A swoją drogą ciekawe, jakie określenia przypisują wykopanym przez się dildo z kości słoniowej, kamienia lub drewna, służącym naszym praprababkom do zaspokojenia chuci od wczesnego paleolitu a kto wie, może od czasów jeszcze wcześniejszych, może „od zawsze”? (...)





(...) Istnieje wiele wersji tej smakowitej historii. Cytowany na wstępie dziadunio Herodot tak oto rzecz całą nam wyłuszcza 

"Gyges był zaufanym doradcą króla Kandaulesa i jego przyjacielem. Pewnego razu król zaczął wychwalać przed nim urodę swojej żony, twierdząc, że jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Zaproponował Gygesowi ukrycie się w jej sypialni, aby ten mógł przekonać się o słuszności królewskich słów. Gyges posłuchał króla i udał się do królewskiej sypialni. Jednak królowa spostrzegła go i następnego dnia wezwała do siebie. Postawiła Gygesowi ultimatum: albo zostanie ukarany śmiercią za złamanie prawa albo zabije króla i ją poślubi. Gyges wybrał to drugie." A teraz ta sama historia wedle Platona "Gyges był początkowo prostym pasterzem w służbie króla Lidii. Pewnego dnia miał znaleźć w przepaści konia z brązu i ciało zmarłego. Po założeniu pierścienia zdjętego z palca zmarłego stał się niewidzialny. Wykorzystując ten fakt zabił króla Lidii i sam został monarchą." 
 
Wersja trzecia i ostatnia, skompilowana przeze mnie ze wszystkich możebnych źródeł i w całości nader mistyczna, prezentuje historię jakby z gatunku fantasy, przy której blednie "Władca Pierścieni" J. R. R. Tolkiena. Gyges jak wszyscy ówcześni Hellenowie był prostym, mocno niepiśmiennym pasterzem kóz. I z pewnością pozostałby aż do śmierci defloratorem tych arcypożytecznych, wielofunkcyjnych stworzeń, gdyby nie to, że dnia pewnego włamał się do jakiegoś grobowca, z którego zrabował pierścień obdarzony cudowną własnością. Gdy posiadacz odpowiednio przekręcił go na palcu, natychmiast stawał się niewidzialny. Wyposażony w cudowny klejnot, pastuch staje przed obliczem Kandaulesa (po co?), który zleca mu, by jako niewidzialny James Bond rozpoczął inwigilację rozlicznych spiskowców dybiących na życie władcy i jego stolec. Sądzę, że jeśli za cokolwiek, to z całą pewnością za szpiclowanie właśnie Kandaules obdarzył Gygesa zaufaniem, czyniąc go najpierw dowódcą kopijników a później swoim doradcą. Niestety, w tej wersji nie znajdujemy ni słowa o gołych babach a szkoda, bo z gołymi babami antyczne historie wydają się zdecydowanie ciekawsze.
Nawet dla naiwnego, wiejskiego ciołka jest oczywiste, że historyczny Gyges nie miał cudownego sygnetu czyniącego niewidzialnym jego posiadacza i nie przejął władzy w Lidii z Kandaulesowym błogosławieństwem. Jeśli jednak rzeczywiście w królewskiej łożnicy zażywał Rodopę za zgodą czy bez zgody króla, to najprostszym wyjaśnieniem jest, iż dzielny pasterz-kopijnik na spółkę z wiarołomną załatwili władcę sztyletem, krwią byka skwaśniałą na słońcu lub jeszcze ciekawiej. Jak było naprawdę - nie dojdziemy, bo wszystko co wiemy na pewno, to wiedza wsparta o historyczne dane, że istniejący ongi król Lydii Kandaules został zamordowany a władzę po nim przejął niejaki Gyges, który założył historyczną dynastę Mermnadów. Czy uroda a w każdym razie ciało Rodopy lub pewne jego fragmenty odegrały ważką rolę w cup d'etat? Z całą pewnością, bo inaczej skąd dwie, przedzielone stuleciem wersje dziejów, Platońska i Herodotowa? Albowiem jak nie ma śruby bez gwintu, tak nie ma dymu bez ognia.
Gdyby Gyges, jak każdy uczciwy zamachowiec zaciukał Kandaulesa dla zdobycia jego tronu i kobiety, historia podałaby o zamordowaniu króla przez żołnierza dla zdobycia tronu i kobiety króla. Czyli tak, jak się od zawsze działo i po dziś dzień wyprawia. Po co dorabiać pasterzy, kozy, pierścienie, grobowce, niewidzialność i temu podobne duperele a szczególnie, po co wtryniać w zwyczajny cup d'etat nagie mężatki prezentowane przez ich mężów kopijnikom? Bo historia ta wydarzyła się rzeczywiście. Inaczej by nie powstała. Przypomnijmy słowa Herodota "w duchu jednak, postanowiła zemścić się na Kandaulesie" (...)



Paul Louis Bouchard; Śmierć Kandaulesa


Fragment rozdziału pt. "Kandaules"
z książki