poniedziałek, 14 grudnia 2015

Zrobił to z ciekawości














Wanda Szczypiorska


Zawsze otwierał listy i przesyłki żony a to, że nie powinien tego robić nigdy nie przyszło mu do głowy i nie chodziło nawet o to, że ona chciałaby coś przed nim ukryć. Nie. On musiał wiedzieć co się dzieje, dlatego paczkę dostarczoną dla niej tego dnia zabrał do siebie do pokoju. W kopercie z bąbelkami znalazł teczkę, a w niej zadrukowane kartki. Po co to? Przestraszył się. Może przygotowuje pozew rozwodowy?. Od dawna nie mieszkali razem. Ona na górze, on na dole. Kuchni także nie mieli wspólnej, wolał gotować sobie sam. Na pierwszej kartce było tylko jedno słowo „Kochał?” i to ze znakiem zapytania, a wyżej jej nazwisko, to znaczy wspólne, również jego. W teczce był także liścik od bratanka i takie małe coś, o czym nie wiedział co to jest. W liście bratanka parę słów, że z przyjemnością się przysłużył.
Wyjął następną kartkę; „Rozdział pierwszy”. Nie czytał książek. W wolnych chwilach oglądał telewizje, albo spał, ale na tyle był zorientowany, żeby wiedzieć, że każda powieść ma rozdziały. Cóż? Całej na pewno nie przeczyta, ale przynajmniej tu i tam, żeby dowiedzieć się co ona pisze. Co wymyśla. Bo nagle przyszło mu do głowy, że może pisze o nim i oskarża go, a on nic nie ma na sumieniu. Żyją jak żyją, są już starzy, po co im własne towarzystwo.
Zdania na pierwszej stronie wlokły się, pomyślał więc, że zajrzy do środka i tak się oto zorientował, że ona pisze o kimś innym, nie o sobie i o nim także nie. To jacyś obcy ludzie. Wymyśleni. I na dodatek dawne czasy. Nudziło go, bo co go to obchodzi. Nawet nie siadał, szkoda czasu. Przerzucił rozdział drugi, trzeci. I nagle się zatrzymał. Poznał opisywane miejsce. Tak. Nieduży kemping w okolicy, wszystko się zgadza, nazwa też. Była tam mała restauracja i kiedy byli jeszcze młodzi chodzili tam na piwo. W soboty i niedziele było tłoczno, lecz sami nieznajomi. Jednak te domki kempingowe widzieli wtedy tylko z zewnątrz. Starał się czytać już uważniej, chciał się dowiedzieć o co chodzi. Chodziło o spotkanie, tych dwojga niby bohaterów. Ona czekała w wynajętym domku, a on się zjawił potem. Wszystko to było opisane szczegółowo i to jak się kochali także. A on pamiętał ten opisywany domek stojący na uboczu blisko lasu, zwykle pusty, bo raz zajrzeli do środka. Nic ciekawego tam nie było. A przecież opisała wnętrze szczegółowo; łóżko z pościelą, lustro, stół, co jedli i co pili. I nagle poczuł coś, jak gdyby cios, zrobiło mu się słabo. Usiadł. A więc to tak, więc była tam. Coś się dokoła niego wali. Przecież on nigdy jej nie zdradził i pewien był, że kiedyś się kochali. Wciąż byli razem. Nierozłączni. I razem przecież budowali dom. I o nic nigdy jej nie podejrzewał. A tu jest dowód, miała gacha. Ból w nim narastał i oszołomienie. Tak bardzo czuł się oszukany i nawet to nie była zazdrość, to był po prostu straszny zawód.
Poszedł do kuchni wyjął piwo. Nie wiedział co ma teraz zrobić. Oddać przesyłkę? Po co jej? Może powinien jednak schować? Z dalszego ciągu, (czytał dalej) dowiedział się, że tamten ją porzucił, a ona stale to przeżywa. Żadna ulga. Nie ten to inny. Chciał sobie coś przypomnieć, ale nie mógł. Znikała wieczorami? Sięgnął po drugie piwo i następne. Był coraz bardziej roztrzęsiony. Piwo za piwem. Nie pomaga. Tak się kochali kiedyś. On ją kochał i ona jego też kochała. Może tak mu się wydawało? Więc teraz zaczął głośno płakać i chyba całkiem się rozkleił, bo mówił do niej, krzyczał, przekonywał wiedząc, że jej tu nie ma, że nie słyszy, siedzi na górze i o niczym nie wie, ale co z tego, niech się dowie, że go skrzywdziła, że kłamała, że życie przez to było nic nie warte. I nagle postanowił działać, chociaż miał coraz większy mętlik w głowie i taki żal, że z trudem trzymał się na nogach. Lecz teraz poczuł złość. On sobie na to nie pozwoli. Wepchnął papiery do koperty, ale koperta się rozdarła. Złość zamieniła się we wściekłość. Wychodząc potknął się na progu, ale nie upadł. Wszedł po schodach. Nigdy nie pukał, wszedł po prostu, a raczej wpadł. Siedziała chyba zaniepokojona, musiała coś usłyszeć z dołu. I zapytała
- O co chodzi?
To go naprawdę rozwścieczyło. Nie wie? To jej pokaże. Cisnął kopertę
- Masz, to twoje
Skoczył do biurka i niezdarnym ruchem zrzucił monitor na podłogę. Zaczął wyrywać kable z komputera… Zerwała się na równe nogi, ale nie mogła mu przeszkodzić.
- Co ty wyprawiasz? Co się dzieje?
Krzycząc chciał jej to wytłumaczyć, mówił coś o kempingu i o zdradzie, że całe życie wierzył w miłość, że został oszukany… Ach…. Teraz wiedziała o co chodzi.
- Ty głupi dziadu, nie rozumiesz, że to jest fikcja literacka?
Jakie to może mieć znaczenie? Nie rozumiał. Został skrzywdzony i to wszystko. Zemsta jak gdyby go uspokoiła. Mrucząc coś jeszcze zszedł po schodach, potem położył się i zasnął.