niedziela, 31 stycznia 2016

POTĘGA ANTYKU


Sławomir Majewski

Ilekroć zastanawiam się na nędzną współczesnej polskiej prozy (o dramatach, poezji czy filmie ani wspomnę), szukam przyczyn kondycji prostackiej, ubogiej w myśli i słowa, dobrego stylu nie oczekując. Wówczas powracam do idei, która snuje się za mną od lat:
- Hellada!
Wieki temu, czterej faceci z brodami stworzyli kanony tego, co dziś adeptom wszelkich form literatury mogłoby posłużyć za niewyczerpane źródło twórczości, gdyby dzieła brodaczy przeczytali. Jestem pewien, że krytycy literaccy urodzeni przed wynalezieniem Internetu zgodzą się ze mną, iż „w temacie” pomysłów na powieść czy sztukę, Wielka Czwórka napisała wszystko. Miłość, nienawiść, seks, pożądanie, bratobójstwo, zazdrość, zdrada, skrytobójstwo, lojalność, kazirodztwo, zemsta, okrucieństwo, altruizm, matkobójstwo, hojność, skąpstwo poświęcenie, odwaga, tchórzostwo i wiele innych przymiotów ludzkiego ducha jest w ich dziełach zawarte.
Napisałem ongi „W ciągu ostatnich 20 lat dokonaliśmy niebywałego skoku cywilizacyjnego od komunistycznego bantustanu, w którym brylowały kapusta kiszona, leniwe i „towarzysz Szmaciak”, do państwa Zachodnio-europejskiego. Pomogły nam w tym - niekoniecznie w tej kolejności - telewizja satelitarna, agencje towarzyskie, telefony komórkowe, Internet, McDonald i paszporty dające swobodę poruszania się a więc poznawania świata, o którym do 1991 roku wiedzieliśmy na pewno, że gdzieś tam "za horyzontem, gdzie kończy się [socjalistyczny] świat" ludzie mogą mówić co chcą, żyją jak chcą a w domach mają pralki automatyczne. Taka Atlantyda niezatopiona jakby.
Ów skok kulturowo-technologiczny o którym wyżej, nasuwa mi refleksje o analogicznych procesach którym podlegały w toku dziejów wszystkie lub prawie wszystkie narody świata. Hellenowie ponieśli w obszar ówczesnej ludzkości skupionej wokół Morza Śródziemnego wszystko, co najlepsze, co powstało w Atenach, Mykenach, Knossos i Sparcie od V wieku p.n.e. Wielokrotnie pisałem, że wszystko co w kulturze świata nastąpiło po nich [Grekach] było wyłącznie twórczą kontynuacją osiągnięć Hellenów.”
Kiedyś tak napisałem i zdania nie zmieniłem.
 


AJSCHYLOS (525-456 p.n.e.) stworzył 70 tragedii i ponad 20 dramatów: Persowie, Błagalnice do Orestei, Prometeusz skowany, Siedmiu przeciw Tebom. Zachowała się trylogia tragiczna Oresteja: Agamemnon, Ofiarnice, Enumidy



SOFOKLES (496-406 p.n.e.) autor 123 tragedii, w całości zachowało się 7: Ajas, Antygona, Król Edyp, Elektra, Filoktet, Edyp w Kolonie, Kobiety z Trachis i fragmenty dramatu Tropiciele.



EURYPIDES (480-406 p.n.e.) Napisał 17 tragedii i jeden dramat satyryczny. Najbardziej znane: Elektra, Andromacha, Trojanki, Medea, Hippolit, Helena, Orestes



ARYSTOFANES (445-385 p.n.e.). komedie: Acharnejczycy, Pokój, Lizystrata, Rycerze, Ptaki, Babilończycy, Osy, Żaby, Kobiety biorące udział w święcie Tesmoforiów, Sejm niewieści, Chmury. Z 40 komedii zachowało się 11.

Po co wyliczanka? Gdyby wszyscy, którzy „jeszcze dziś rano mienili się być największymi mocarzami” pióra, czyli ludzie publikujący i wysławiający swoje bzdety na Facebook i setkach internetowych portali „literackich”, zapoznali połowę z wyżej wymienionych dzieł, dzisiejsza kondycja prozy polskiej (fiction) dorównałaby poziomem literaturze Senegalu.

Mamy zalew tak zwanej „literatury kobiecej” z całym dobrodziejstwem inwentarza. Co autorka, to Helen Fielding pomnożona do n-tej potęgi. Co „książka”, to Dziennik Bridget Jones. Bez poloru, smaku, dowcipu, dobrego stylu i formy ichniej prekursorki. Jak zawsze w dziełkach epigonów, nietwórczych naśladowców. Aż się chce poprosić te współczesne emancypantki

- Drogie Panie! W pogoni za rozumem – nie ustawajcie!

Na mizogina wyjść nie chcąc, spieszę do bliższej mi menażerii – panów, chcących w Ojczyźnie mej, tyle razy we krwi skąpaaa-aaa-nej, za pisarzów uchodzić. Tocząc z żył mego intelektu krew serdecznie mi bliską (jedyną, jaką posiadam), panowie takoż wzięli się za pisanie prozy. A za pisanie prozy się wzięli, bo po pierwsze – mieli dostęp do prądu, po drugie - finanse na kompjuter tudzież Internet i wreszcie po trzecie – bo posiedli podstawową naukę pisania przy jednoczesnej, ograniczonej zdolności czytania i prawie żadnej zdolności rozumienia tychże.

Śpiewać każdy może. Fakt, może. Ale czy musi? Nie, nie musi. Może sobie jeden z drugim strugać kozikiem kogutki z mydła, kleić modele parowozów, za bezcen rwać panienki w galeriach? Oczywiście, może. Ale nie, włącza komputer, siada i – hajda pisać „książki”!

Co począć z faktem że właśnie ta przerażająca płodność grafomanów i epigonów demoluje, niszczy, zalewa oceanem gówna to, co nazywamy polskim rynkiem wydawniczym? Powie ktoś:

- A może byś tak sprecyzował swoje zarzuty względem współcześnie piszących?

Czy ja piszę stylem i formami językowi Reya, Kochanowskiego, Potockiego, Mniszech, Prusa albo bliższych nam – Orzeszkowej, Konopnickiej, Żeromskiego czy Zegadłowicza? Dlaczego nie piszę jak oni? Bo wszystko - a literatura szczególnie – ewoluuje, zmierza ku nowemu, szuka nowych form wyrazu, nowych treści. Wszystko dąży ku ekspansji by żyć; bo co nie ewoluuje, umiera. To nie tylko wedle Teorii Darwina (albo Alfreda Russela Wallacea), to fakt. Jak brzmiało motto Legii Cudzoziemskiej? „Maszeruj albo giń!” Ja idę. I nie w uwiędłych laurów liść etc. jestem zapatrzony, tylko w jutro, które być może należeć będzie do polskiej literatury.

Nikt nie urodził się pisarzem. Nikomu dar pisania nie przychodzi samorzutnie, od ręki. Wprawdzie znamy twórczość ludzi, obdarzonych tak zwaną „lekkością pióra.” Czy ktokolwiek zastanawiał się, ile katorżniczej pracy trzeba włożyć w napisanie tekstu, po przeczytaniu którego czytelnik powie: - Czytałem jednym tchem, tak lekko napisane....

Tak lekko napisane...”... Ta „lekkość” to warsztat. Bo literatura jest rzemiosłem, jak każde inne zajęcie, tyle że nieco szlachetniejszym od np. układania bruku, choć i bruk trzeba umieć układać w oparciu o naukę u mistrza-brukarza. Współcześnie piszący nie wykazują oznak chęci uczenia się od kogokolwiek. Więc czytać nie muszą. Szkołą im headline w internetowych gazetach.



Gdybym przywołał tutaj wszystkich pisarzy, którym zawdzięczam coś albo wiele, ich cień pogrążyłby nas w ciemności



Mario Vargas Llosa; Stockholm 2010



Napisałem kiedyś, że literatura /i sztuka/ tworzone są przez elity dla elit. W tym widzę rozwiązanie trudne lecz możliwe do realizacji. I chyba ”jedynie słuszne”.

Od lat sześćdziesiątych do połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku, istniał na polskim rynku wydawniczym fenomen, do dziś rzewnie wspominany przez wielu: KIK czyli Klub Interesującej Książki. A tu macie spis tego, co KIK wypuszczał na rynek tylko dla wybrańców.

Chociaż nie wszystkie pozycje w KIK były Himalajami intelektu, literaturą najwyższej próby, co w on czas było oczywiste /trzeba było publikować prozę przyjaciół made in ZSRR/ nie w tym rzecz. Rzecz w metodzie dystrybucji publikacji KIK. Trzeba się było do KIK zapisać, zostać jego fanem-udziałowcem i dumnym posiadaczem wytęsknionego talonu na książkę. A potem? O, potem stąpając godnie należało wejść do księgarni, przedłożyć talon i z dumą obwieścić urbi et zawistnym nie-członkom KIK

- Poproszę Hemingwaya!

Co proponuję? Powołać nowy KIK, który wydawać będzie wyłącznie dla elit, dla Czytelnika z ducha, dla bibliofilii, tej arystokracji czytelniczej. Kto ma to zrobić? Kto wie, może ktoś z nas? Kogo publikować? Każdego, kto w nocy ze snu obudzony, na hasło-kluczyk

- O tempora?

Odpowie

- O, mores!


czwartek, 21 stycznia 2016

Pamiętamy




Władysław Panasiuk


Żyj między ludźmi tak, jakby Bóg patrzył; rozmawiaj z Bogiem tak,
jakby ludzie słuchali”

Nie jest obojętne jak przejdziemy przez życie, czy zostawimy po sobie choćby jeden powód, dla którego pozostanie po nas jakaś skromna pamięć? Nie boję się śmierci - jeno zapomnienia.
Większość czasu w naszej wędrówce przez życie poświęcamy pracy zawodowej i wcale nie chodzi tu o jakąś chytrość, ale zwyczajną egzystencję. Wszystko, co nas otacza (przynajmniej w Ameryce) związane jest z zadłużeniem.” Plastikowe dolary” do reszty pustoszą nasze skromne budżety. By nadążyć za przyspieszonym kalendarzem, wyrównać zaległe rachunki czasami jedna praca nie wystarcza. Doba sie kurczy, a człowiek nie traktor z sił opada i co zarobi wyda na lekarzy. Ktoś powie opieka zdrowotna - i owszem, ale nic za darmo.
Można być bogatym na dwa sposoby: albo mieć dużo pieniędzy, albo dużo przyjaciół; albo, albo.

Wskazówki zegara wciąż na tych samych obrotach i lat coraz więcej przybywa. Zrzeszenie Literatów w Chicago ukończyło dziesięć lat, a więc nie jest to jakaś przypadkowa, sezonowa organizacja. To kawałek historii, którą wspólnie tworzymy. Poeci od Jezuitów już na trwałe wpisali się w krajobraz kulturalny miasta, stali się cząstką każdego z nas. Nie wszyscy jednak tak uważają. Zazdrość domniemanych geniuszy i krytyków literackich nie może tego strawić. Robią wszystko, by podważyć zasługi tej organizacji, a przy okazji zniszczyć jej dorobek. Kiedy jednego depczemy obok wyrastają nowi „genialni’ ale tymczasowi (sezonowi) twórcy. Nawet zmarli (jak się okazało) stali się okazją do niszczenia drugich. Cóż jesteśmy trudnym narodem i takim pewnie pozostaniemy. Zazdrość jest znacznie groźniejszą chorobą jak tyfus. Mamy wiele powodów do usprawiedliwienia naszego zachowania (komuna, wojny), ale i one niekiedy nie wystarczają. Piszemy na różnym poziomie, ale tak naprawdę żadnych dzieł wydanych przez poetów emigracyjnych w USA dotychczas nie spotkałem. Wiersze jak wiersze: jedne mierne inne na nieco wyższym poziomie, są też dobre. Ale na Boga nikt nam nie może zabronić pisania: ani Kruszewska ani Dusza uważający się z geniuszy i krytyków literackich wszech czasów. Przynajmniej, to, co dotychczas napisali nie upoważnia ich do wydawania nieludzkich osądów i opluwania innych. Ja też mam swoje lata i coś mi momentami dolega, ale nie wyładowuję się na ludziach czasami zdolniejszych ode mnie. Takie jest życie i taka starość. Nikogo też nie uśmierciłem więc o co ta wojna? Nie zawsze nadążymy za marzeniami i nie zawsze amerykański sen się spełnia, nie wspomnę o sławie, która często przechodzi obok nas. Niech ktoś napisze podobny artykuł i porówna go z moim, no! do dzieła klasycy. Dlaczego nie piszecie w poważnych magazynach literackich i w Polsce skoro jesteście tak uzdolnieni? Gadać bo gadać każdy potrafi. Niekiedy zastanawiam się, czy w ogóle warto coś robić społecznie, tracić swój cenny czas tylko po to, by ktoś wytykał moje błędy, których nikomu nie brakuje. Nie wszyscy musimy pisać i nie każdy potrafi to robić w idealny sposób jak np. Marek Jastrząb, Sławomir Majewski czy inni profesjonalni pisarze w starym kraju. Wieloletnia emigracja w wielu przypadkach spustoszyła nasz piękny język, w zapomnienie poszły pobrane nad Wisłą nauki. Niestety nie każdy pracuje w swoim zawodzie, a to nie pomaga w tworzeniu. Ja bynajmniej traktuje swoje pisanie jako odskocznię od tej szarej codzienności, pewnie wielu podobnie czyni. Nikomu nie zabieram chleba, nie biegam za medalami, nie zabiegam o laury. Uważam, że pisać mogą wszyscy, tak jak jeździć samochodem. Prawo jazdy zdobyliśmy na podobnych kursach, a jak różnie jeździmy. Nie każdy piosenkarz ukończył konserwatorium i nie każdy pisarz filologię, a talenty rozdaje sam Bóg. Nie mędrkujmy, bo w niczym nie jesteśmy lepsi od naszego kolegi czy koleżanki. Całe życie się uczymy, ale jak zauważyłem na jednym z portali na nic to się zdało. Wyniki edukacji są opłakane, by nie powiedzieć żałosne.

Do Zrzeszenia wciąż przychodzą nowi ludzie: poeci, prozaicy. Dziesięć lat trudno wymazać, one gdzieś się zapisały i ślad po nich nie zaginie. Niemal każdego roku rodzi się nowy almanach, przybywa tomików różnej treści i wartości. Oczywiście wszystko jest odpowiednio skrytykowane przez nieudolną konkurencję. Nikt z nas jednak nie prosił poznanego, acz też oplutego w portalu poety z Ustki, by umożliwił wciśnięcie po znajomości wierszy do almanachu w Słupsku. Wiersze poetów należących do zrzeszenia (bez protekcji) ukazują się w kwartalnikach literackich w Polsce, trafiając pod ostre pióra prawdziwych krytyków. Grono przyjaciół się rozrasta, co świadczy, że owe pisanie dociera do wielu odbiorców. Nigdy nie wspominałem, że jesteśmy najlepsi, ale mogę śmiało powiedzieć, iż mieścimy się w kryteriach jakie obowiązują w literaturze. Pragnę obalić, to co pisali o nas wcześniej i co nigdzie nie znalazło merytorycznego uzasadnienia. Dobre, bo dobre – złe, bo złe. Jeśli gdzieś brakuje prawdziwej opinii musi brakować również kompetencji.

Przychodzą do zrzeszenia ludzie z Polski. Kanady z Chicago i okolic, ale również opuszczają jego szeregi. Odchodzą na zawsze. Najpierw opuścił nas Adam Latusek- poeta, później odszedł ks. Czesław Jan Polak- poeta i doskonały śpiewak, pożegnaliśmy Jadwigę Preger, która przygrywała na akordeonie i skrzypcach , Natalia Poneta-Piekarska – poetka zam. w Polsce, autorka książki „Siedziałam za Katowice”,Leonarda Gogiela – poetę z Wilna, a teraz Stanisława J.Wąsika - świetnego wokalistę, aktora i recytatora.

Tak szybko ludzie odchodzą, a my tak mało mówimy o miłości i o nich zapominamy…
Piątkowy wieczór poświęcony był tym, co odeszli od nas na zawsze. Nie umarłem jeśli wciąż o mnie pamiętasz. Uważam, że wszyscy zasługujemy na pamięć.
Nic nie starzeje się tak szybko jak wdzięczność” słusznie zauważył Horacy

W kawiarence JOM zebrało się kilkadziesiąt osób, by uczcić zmarłych, by powiedzieć im to, czego nie zdążyliśmy. Obecna była rodzina śp Jurka Wąsika, znajomi, poeci. Wspomnieniom osobistym nie było końca, każdy miał okazję się wypowiedzieć. Recytowaliśmy ich wiersze, śpiewaliśmy piosenki. Każdy ma coś ulubionego z czym się nie rozstaje. My też nie jesteśmy wieczni, urodziliśmy się z wyrokiem śmierci choć nie znamy daty wykonania. Czy ktoś o nas będzie pamiętał, to jedynie zależy od każdego z nas. Wszyscy posiadamy wiele zalet i tylko o nich należy mówić. Wad nie można ukryć, ale można się starać o nich zapomnieć- wszyscy je posiadamy.

(…) Wrócę ja o wiosennej porze-
Będą ptaki świergotać wszędzie.
Zakwitną przylaszczki już w borze.
Tylko liści jeszcze nie będzie. Leonard Gogiel

(…) nić mego życia coraz cieńsza
w supełki wiążę ją
po każdym rodzę się na nowo
gdzieś jeszcze zdążyć chcę. Ks. Czesław Jan Polak

Człowiek boi się śmierci tylko wtedy, gdy ma powody do życia.

Władysław Panasiuk
Chicago

wtorek, 19 stycznia 2016

Trafić na wydawcę

Z zadowoleniem śledzę recepcję niedawno wydanego, debiutanckiego tomu wierszy Krzysztofa Micha pt. Kamień przewiązany trawą. To wyjątkowa książka, zakorzeniona arcyciekawie i pogrążona po uszy w antyku, ale nam niosąca niezwykle istotny przekaz. Wiersze te absolutnie wyrastają, formalnie i intelektualnie, ponad „średnią krajową” CZYTAJ CAŁOŚĆ