poniedziałek, 15 lutego 2016

Inspekcja - CZĘŚĆ II

MIKOŁAJ RADWAŃSKI











Minęła dosyć długa chwila milczenia, w którą nagle wkradł się dźwięk i zaczął rozpoławiać ciszę. Głowa w akwarium od razu zauważyła skąd ów dźwięk dochodzi, bo otworzyła szeroko oczy i skierowała swój wzrok w kąt pokoju. Przestała mrugać. Oficerowie, kierowca i szeregowcy, zanim również odkryli źródło dźwięku, to patrzyli raz po sobie, a raz rozglądali się wokół. Pułkownik Marzęciel spojrzał na głowę i zobaczył, że ta usilnie wpatruje się w jeden punkt, próbował więc namierzyć, w które miejsce patrzy. I nagle dojrzał czarny punkt, który drżał. Szturchnął łokciem pułkownika Borowskiego, a Borowski kapitana Snobka. Tylko dwaj szeregowcy stali jak stali, nie próbując nawet patrzeć w tamtą stronę, tak jakby wiedzieli co to takiego. Czyżby w taki sam sposób przebiegały wcześniejsze wizyty wysoko postawionych oficerów? Czyżby i tym razem miał to być wyreżyserowany spektakl absurdu, w którym wszyscy mieli grać z góry określone role? I właściwie czemu miało to służyć?
- Ty, zobacz. To w rogu bzyczy. Co to jest? – zapytał Marzęciela Borowski.
- Nie wiem, wygląda jak mucha, ale czy to jest mucha? – odrzekł Marzęciel.
- To mucha. – wtrącił się kapitan.
Pułkownicy spojrzeli podejrzliwie na kapitana. Skąd on mógł wiedzieć, że to jest mucha? Przecież to jest czarna kropka, niepodobna do żadnego innego kształtu. Czyżby maczał w tym przedstawieniu swoje palce?
A ta niby mucha pulsowała coraz szybciej, dając wrażenie, że rośnie. W tym niezwykłym procesie, z czarnego punktu zaczęły wykształcać się małe kończyny. Kiedy pojawiło się ich sześć, punkt zaczął iść po ścianie, zmierzając w kierunku akwarium. Kiedy był już nad zbiornikiem ucichł i zatrzymał się, głowa z akwarium natomiast omal nie wywróciła do środka czaszki oczu, tak bardzo chciała zobaczyć co będzie dalej.
Pułkownik Borowski w tym czasie niespodziewanie wyszedł z pokoju i wyciągnął z kieszeni telefon. Wybrał numer.
- Dzień dobry, tu sekretarka dowódcy batalionu, Renata Kobierzec, w czym mogę pomóc. – miękki i ciepły głos odezwał się po kilku sygnałach.
- Dzień dobry pani, z tej strony pułkownik Borowski, czy mogłaby mnie pani połączyć z pułkownikiem Laszczyńskim? To bardzo pilne, przyjechałem z kontrolą do jego jednostki.
- Łączę panie pułkowniku. – odpowiedziała sekretarka.
W słuchawce odezwała się łagodna melodia, to znaczyło, że za chwilę będzie można usłyszeć głos pułkownika Laszczyńskiego. I rzeczywiście.
- Pułkownik Laszczyński. Słucham. – gruby, silny i zdecydowany głos dowódcy.
- Panie pułkowniku mówi Borowski. Pułkownik Borowski.
- A tak. Miło mi z panem rozmawiać. Spodziewaliśmy się pana najpierw w sztabie… W czym mogę pomóc? Jakieś kłopoty w czasie kontroli? – zapytał Laszczyński.
- Taaakkkk, w ostatniej chwili zmieniliśmy plan naszego działania – usprawiedliwił się Borowski. – Ale mamy tutaj pewien problem – ściszył głos. – Jesteśmy na przedmieściach i chcieliśmy skontrolować placówkę jednostki.
- Taaakkkk? – ciągnął Laszczyński za język Borowskiego.
- Panie pułkowniku, ja nie wiem jak mam to panu powiedzieć, ale pańscy żołnierze stroją sobie z nas żarty. Jeden z szeregowych zamknął nam drzwi na klucz i nie możemy wyjść, a w budynku dzieją się rzeczy niestworzone. Na ścianie orzeł wachluje skrzydłami, w akwarium czyjaś głowa wpatruje się w nas, po ścianie chodzi jakaś powiększająca się mucha. Niech pan tu do nas przyjedzie. Bardzo proszę. – wyrzucił w końcu z siebie Borowski.
- Oczywiście, niedługo będę. – odparł pułkownik Laszczyński i rozłączył się.
Pułkownik Borowski wszedł z powrotem do pokoju, w którym panowała teraz zupełna cisza przerywana jedynie odgłosem wypuszczanych bąbelków przez usta w głowie zanurzonej w akwarium. Czarny punkt, przypominający muchę cały czas stał nieruchomo na ścianie nad głową. Wszyscy patrzyli po sobie, ale nikt się już nie odzywał. Nagle w drugim pokoju coś trzasnęło. Wszyscy udali się do tego pomieszczenia. Za oknem, przez które nie wpadało dzienne światło, ale widać było wszystko, co powinno, pojawiła gruba, pionowa rysa, tak jakby świat miał się właśnie rozpaść na części. I faktycznie, drzewo rozpołowiło się, ziemia rozstąpiła, nawet ogrodzenie okalające placówkę przerwało się.
- Wypuść nas!!! Natychmiast otwórz drzwi!!! – zaryczał pułkownik Marzęciel.
- Szybko! Dawaj klucz!!! – wtórowali pozostali.
Starszy szeregowy Kuciapa wyjął klucz z kieszeni i udał się w kierunku wyjściowych drzwi. Za nim podążyli pozostali. Drzwi się otworzyły i oficerowie wypadli na dwór, ale tam wszystko było, jak należy. Ziemia, drzewa, ogrodzenie w całości. Pułkownicy i kapitan zupełnie nie mogli znaleźć żadnych słów.
- Cccoooo jjeeesttt? – zaciągnął w końcu Snobek.
- Jak to możliwe? – dodał Borowski
Szeregowi wzruszyli ramiona i nagle Blaga ruszył ku bramie.
- Ej! A ty gdzie? – krzyknął za nim Marzęciel. – Wracaj!
- Panie sierżancie, idę otworzyć bramę, nasz dowódca jedzie! – odkrzyknął w biegu szeregowiec, znowu degradując pułkownika.
Istotnie, za ogrodzeniem, wśród drzew pojawiał się i znikał samochód wojskowy. Żołnierze znali pojazd własnego dowódcy, toteż, żeby przełożony nie czekał, Blaga pobiegł otworzyć wrota, zanim ten dojedzie do bramy.
Samochód wjechał powoli na teren placówki i zatrzymał się obok zgromadzonych, wysiadł z niego pułkownik Laszczyński - dowódca batalionu. Postawny mężczyzna, coś około pięćdziesiątki, blondyn, ani jednego siwego włosa, dobrze zbudowany. Niebieskie przenikliwe oczy, dobrze się prezentował w mundurze. Od razu podszedł do starszego szeregowego Kuciapy w celu przyjęcia meldunku. Oficerowie kontrolujący i kierowca z zaciekawieniem przyglądali się i przysłuchiwali tej krótkiej służbowej czynności. Czy żołnierz również swojego dowódcę zdegraduje do stopnia podoficerskiego?
- Panie pułkowniku, dyżurny placówki starszy szeregowy Kuciapa melduję placówkę w czasie realizacji porządku dnia. W czasie pełnienia dyżuru nic ważnego nie wydarzyło się! – szybko i bez zająknięcia wyrecytował regułkę.
- Dziękuję. – odparł pułkownik Laszczyński i podał rękę Kuciapie. W tym czasie zdążył już do reszty dołączyć Blaga, który uprzednio zamknął bramę na skobel.
- Panie pułkowniku, dyżurny placówki szeregowy Blaga. – przedstawił się, zgodnie z regulaminem.
- Co się tu u was dzieje, że pan pułkownik Borowski prosił mnie o przybycie. – zapytał Laszczyński i jednocześnie wyciągnął rękę do kontrolujących, żeby się przywitać.
- Panie pułkowniku, my nie wiemy o co chodzi. – szybko odpowiedział Kuciapa.
- Panie pułkowniku, pułkownik Borowski. Przyjechaliśmy do pańskich podwładnych na kontrolę, ale to, co zastaliśmy w środku budynku, woła o pomstę do nieba. Pan pozwoli z nami. – przedstawił się Borowski.
Wszyscy ruszyli do budynku. Szeregowy Blaga szedł pierwszy. Otworzył drzwi i czekał aż oficerowie wejdą do środka.
- Pan zobaczy co jest w tym pokoju. – pułkownik Marzęciel wskazał na białe drzwi do jednego z pomieszczeń.
Drzwi były przymknięte, pułkownik Laszczyński pchnął je więc lekko. W środku było tak, jak być powinno. Ściany białe, czyste. Pod jednym z okien biurko, na nim telefon i książka meldunków, na ścianie obok godło państwowe, pod drugą ścianą stolik i dwa krzesła, na trzeciej ścianie tablica z dokumentami, pod nią grzejnik elektryczny, na drzwiach od wewnątrz spis rzeczy.
- Nic nie rozumiem. – zaczął się drapać po głowie kapitan Snobek.
- Ja też. – powiedział niepewnie Marzęciel.
- Panie pułkowniku przed chwilą na ścianach był wściekle różowy kolor i orzeł, który machał skrzydłami, jakby chciał oderwać się i polecieć, a za oknem świat się rozpadał! – zaczął nerwowo mówić pułkownik Borowski, właściwie to krzyczał. – A niech pan idzie tam, do drugiego pokoju. Tam jest głowa w akwarium!
Pułkownik Laszczyński nie mógł wydobyć z siebie dźwięku, ale poddał się i niemal wypchnięty przez Snobka ruszył do drugiego pomieszczenia. W tym pokoju również ściany były białe i czyste, stały też dwa metalowe łóżka, dwie szafki żołnierskie, na ścianie na uchwycie zamontowany był telewizor, a w rogu pomieszczenia stał stolik, a na nim akwarium wypełnione wodą i żyjątkami. Trochę kolorowych rybek, trochę krewetek, jakieś rośliny, żwir.
- Co to ma znaczyć? – zapytał pułkownik Laszczyński. Widać przy tym było, że z trudem zachowuje spokój i, że za chwilę gotowy jest wybuchnąć.
- Panie pułkowniku, melduję, że to jest nasz pokój odpoczynku. Zgodnie z regulaminem jeden czuwa, a drugi odpoczywa i tak na zmianę. – odparł szybko starszy szeregowy Kuciapa.
Dwóch pułkowników i kapitan, którzy przyjechali kontrolować tę placówkę stali teraz jak dzieci, na które się krzyczy, bo uczyniły jakąś psotę. Wszyscy trzej mieli wzrok wbity w podłogę, byli bladzi, bo nie potrafili wytłumaczyć sobie, ani tym bardziej Laszczyńskiemu, co się tu tak naprawdę wydarzyło. Jak to możliwe, że jeszcze kilkanaście minut temu te pomieszczenia wyglądały zupełnie inaczej, a teraz jeszcze inaczej. Gdzie podziała się głowa? Gdzie jest ptak ze ściany? Gdzie jest mucha? O co tutaj chodzi?