wtorek, 2 lutego 2016

INSPEKCJA

Mikołaj Radwański



W grupie kontrolujących było trzech oficerów. Pułkownik Borowski, pułkownik Marzęciel i kapitan Snobek. Kontrolujący jechali białym busem na inspekcję. Samochód podjechał pod bramę z napisem "Teren wojskowy. Serdecznie zapraszamy obcych". Z początku każdy z oficerów przecierał oczy ze zdumienia, a potem jeden przez drugiego pytał:
- Co to wszystko ma znaczyć?
- Gdzie ty nas przywiozłeś?
- To ma być jednostka wojskowa?
Jeden z oficerów skierował swoje pytanie do Bogu ducha winnego kierowcy, który wykonywał tylko, to co do niego należało. Miał przywieźć, to przywiózł.
Kierowca wysiadł i nacisnął włącznik, taki sam jakim włącza się światło w pomieszczeniach. Po chwili z budynku oddalonego o około sto pięćdziesiąt metrów wyszedł żołnierz i zapinając w biegu kurtkę zmierzał do bramy. Kierowca wsiadł z powrotem do samochodu. Brama się otworzyła i pojazd mógł wjechać na teren należący do armii polskiej.
- Panie sierżancie! Starszy szeregowy Kuciapa melduję, że nic złego się nie stało! – ten krótki meldunek został wykrzyczany w tempie iście ekspresowym.
- Żołnierzu, czy wy znacie się na wojskowych stopniach?! I tak ma wyglądać, do kurwy nędzy, meldunek?! – krzyknął pułkownik Borowski, którego w mgnieniu oka rozwścieczyły te rażące błędy w żołnierskim zachowaniu się.
Pułkownik Borowski, był postawnym, wysokim mężczyzną. Śniada cera i szpakowate włosy nadawały mu egzotycznych cech, przykuwał swoim wyglądem uwagę każdego, kto go zobaczył. Z profilu wyglądał jeszcze bardziej charakterystycznie, miał długi spiczasty nos i wysunięty podbródek. Lekko się garbił, czego nie można było zobaczyć stojąc twarzą w twarz. Ale istotnie, garbił się, jak gdyby przygniatał go jakiś niewidzialny ciężar.
- Tak jest, panie sierżancie! – odpowiedział Kuciapa – Nie znamy i tak ma wyglądać!
W tym samym momencie pułkownik Marzęciel i kapitan Snobek parsknęli śmiechem, a Borowski, który przyjmował, ten pożal się Boże meldunek, zmarszczył czoło i chciał mówić dalej, ale nagle w drzwiach budynku stanął drugi żołnierz. To go zdekoncentrowało.
- Zapraszamy towarzysze do środka! – zawołał szeregowy Blaga.
Inspekcyjni stali jak wryci, nikt nie mógł wydusić z siebie słowa, a kierowca wyjął papierosa i próbował go nerwowo zapalić. Widać, że i jemu nie było do śmiechu, ponieważ sytuacja stawała się dość osobliwa. Dwóch lekkodusznych szeregowych przyjmuje w taki sposób kontrolę wyższego szczebla? Tego jeszcze nie grali.
Wreszcie ruszyli. Kiedy już wszyscy weszli do budynku, szeregowy Blaga natychmiast przekręcił klucz w zamku, czego robić nie powinien. Borowski odwrócił się od razu i wystrzelił krótką słowną serią, zupełnie jak z maszynowego karabinu.
- Co to ma znaczyć?! Dlaczego zamknąłeś te drzwi?!
- Panie chorąży! Melduję, że drzwi zamknąłem celem niebania się pana chorążego!- odpowiedział Blaga.
- Co jest kurwa żołnierzu?! Ciebie też nie uczyli wojskowych stopni?! – tym razem zezłościł się kapitan Snobek.
- Panie plutonowy! Melduję, że znam się na wszystkich stopniach! – odparł Blaga.
- To dlaczego zdegradowaliście nas wszystkich? Ze stopni oficerskich do stopni podoficerskich?! Gdzie jest wasz dowódca?! – tym razem wtrącił się pułkownik Marzęciel.
- Towarzysze! Może wejdźmy dalej i tam sobie wszystko wyjaśnimy. Oprowadzę panów po pokojach.- wypalił nagle Kuciapa, kiedy zobaczył, że Blaga otworzył usta jak ryba i nie bardzo mógł znaleźć słowo, którym wyjaśniłby, to co należało wyjaśnić – dlaczego tak zlekceważeni zostali starsi oficerowie, w dodatku pełniący tak ważną funkcję. Postanowił więc wyręczyć kolegę.
Wszyscy weszli do dyżurki. Był to dość spory pokój z dwoma dużymi oknami, przez które jednak nie wpadało żadne światło, chociaż widać było, co dzieje się na dworze. Jedno z tych okien stanowiło wyjście na taras, a wnętrze tego pomieszczenia rozjaśniały ściany pomalowane na wściekle rażący różowy kolor. Na środku ściany namalowany był biały orzeł, który od czasu do czasu majestatycznie poruszał skrzydłami, jakby chciał oderwać się od powierzchni i wzlecieć. Borowski, Marzęciel i Snobek wpatrywali się to w szybę, to na ścianę, próbując znaleźć odpowiedź, dlaczego pokój nie oświetla jasność z zewnątrz? Co robi ta animacja ptaka na ścianie i co to w ogóle wszystko ma znaczyć. W pokoju nie było nic oprócz kwadratowego stolika i dwóch krzeseł po przeciwległych jego stronach.
- A teraz przejdźmy do drugiego pomieszczenia. – poprosił tonem nie znoszącym sprzeciwu Kuciapa.
Wszyscy zatem podążyli za szeregowcem. Żołnierz pchnął białe drzwi.Ten pokój z kolei nie miał żadnych okien, ściany pomalowane były na biało, ale jasność biła z nich taka, jakby były całe przeszklone, a słoneczne światło skoncentrowało się w tym jednym miejscu. Na środku stała szafka, a na niej akwarium.
Oficerowie zbledli. W środku była ludzka głowa zanurzona w wodzie, z ust tej głowy wystawała plastikowa rurka do nurkowania, a oczy chroniły okulary pływackie. Głowa patrzyła na wszystkich zebranych w pokoju i mrugała spokojnie powiekami. Wokół niej pływały rybki i krewetki, niektóre z tych podwodnych stworzonek skubało skórę tej głowy.
- Co to jest?! Co to za żarty? Czyja to głowa?! – krzyknął przerażony pułkownik Marzęciel.
- To jest właśnie nasz dowódca. – odpowiedział od razu szeregowy Blaga – Może pan teraz o wszystkim mu powiedzieć. Proszę się nie krępować. Bardzo proszę.