Naga księżniczka, Eva Ionesco

Temat ten w ogóle by mnie nie zainteresował, gdyby nie okładka w Der Spiegel (nr 22  z 23 maja 1977 roku.) Zadałem sobie wówczas retoryczne (dla niezboczonych) pytanie: co robi ta mała, goła dziewczynka na okładce pisma dla DOROSŁYCH o nakładzie wielu milionów egzemplarzy? 
   O nie, nie jestem purytaninem. Lubię sobie popatrzyć na gołe baby, albowiem lubię gołe baby oglądać. Ale komu i do czego potrzebna na okładce TAKA MAŁA dziewczynka? Zgoda, ma włosy na dziecięcym wzgórku łonowym oraz coś na pokształt pierwocin cycków. I co z tego? 
   No, mniejsza. Pewnie nie znam się na problematyce (?) "gender" ani na pinder czy łunder. I nie muszę. Więc po co toto w Magazynie Literackim? Abyście zobaczyli ten świat chory na łeb, któremu już nic nie jest straszne.
_____________






________


I'M NOT A FUCKING PRINCESS!




EVA IONESCO

NAGA KSIĘŻNICZKA


18 lis 11, 11:17 Charlotte Frank / Süddeutsche Zeitung


Eva Ionesco miała cztery lata, kiedy matka zaczęła wykorzystywać ją do roli modelki pozującej do aktów, a zdjęcia sprzedawała później jako dzieła sztuki. Swoją historię opowiada w nakręconym przez siebie filmie.




























    - Wow! Woła z zachwytem matka, gdy jej córka wynurza się z ciemności. – Wyglądasz wspaniale!. Przed nią stoi dziecko w minisukience ozdobionej cekinami, jaskrawoczerwonych pończochach, butach na wysokich obcasach, z groteskowo umalowaną twarzą, na wpół zakrytą za wenecką maską. 


Nazywano ją małą księżniczką, całkiem jak w bajce. Wkładano na głowę błyszczącą koronę, w której tysiąckrotnie odbijało się światło, podziwiano jej urodę, dawano w prezencie drogie sukienki, szeleszczące tajemniczym szeptem o złotych pałacach, białych koniach i królestwach, bez jakich nie może obejść się żadne marzenie o byciu księżniczką. A także o delikatnej dziecięcej skórze, czarnych podwiązkach, uszminkowanych twarzach lalek, rozwartych udach. Życie malej księżniczki było tylko po to, by spełniać cudze życzenia. Nie było życiem małej dziewczynki, lecz dotyczącymi jej marzeniami dorosłych.
Bajka o księżniczce nie miała szczęśliwego zakończenia. Ale i takie baśnie chcą być opowiedziane do końca, zwłaszcza jeśli jak Eva Ionesco, nie umarło się od nich, ale wciąż żyje. Dziś ta 46letnia kobieta sprawia wrażenie zmęczonej i zmarzniętej. Jeszcze poprzedniego dnia była wraz ze swą historią w Meksyku, a teraz siedzi, ubrana w wełnianą niebieską kurtkę z kapturem, w wytwornym hotelu w Berlinie i spogląda oczami bez wyrazu na szarość miasta.
– Nie chcę nikogo zasmucać, próbowałam uczynić to wszystko łatwiejszym – mówi. Nie jest to proste, jeśli wziąć pod uwagę temat jej opowieści. Od czwartego roku jej życia matka, ekscentryczna paryska fotografka Irina Ionesco robiła zdjęcia córki w erotycznych pozach, wystawiała na widok publiczny jej nagość, sprzedawała jej dzieciństwo. Tak oto Eva stała się najbardziej znaną w latach siedemdziesiątych dziecięcą modelką aktów. Teraz nakręciła o tym film, zatytułowany "I’m not a Fucking Princess". Brzmi to jak późne rozliczenie się.
– I po części nim jest, przyznaje. Pozostało jeszcze wiele rachunków do spłacenia.
Paryż, połowa lat siedemdziesiątych, mieszkanie koło cmentarza, pokój utrzymany w głębokiej czerni.
- Wow! Woła z zachwytem matka, gdy jej córka wynurza się z ciemności. Wyglądasz wspaniale!.
Przed nią stoi dziecko w minisukience ozdobionej cekinami, jaskrawoczerwonych pończochach, butach na wysokich obcasach, z groteskowo umalowaną twarzą, na wpół zakrytą za wenecką maską.
- Jestem zmęczona, mamo Skarży się dziewczynka, matka jednak nie zważając na to każe jej pozować.
 - Głowa do tyłu, poleca. Klik. Bardziej tęskne spojrzenie. Nogi szerzej. Klik. Podchodzi bliżej. Zabierz rękę, nie bądź taka onieśmielona.
- Jestem za mała, broni się dziewczynka.
To jest najwspanialsze. Jak trujący kwiat – mówi matka i naciska migawkę, raz po raz, niczym karabin maszynowy. W filmie jedynie to słychać, kamera nie może bowiem oderwać się od wzroku dziecka, w którym widać bezgraniczną samotność. Do większej bliskości Eva Ionesco nie dopuszcza. Więcej to byłoby już nie do udźwignięcia.
– Żadnej nagiej skóry, mówi. To było dla niej bardzo ważne. Nie chciałam opowiadać o nagości lecz o kimś, kto nie chce być nagi. Rozumie pani?
Stale o to pyta swoim cichym, niskim głosem.
– Comprenezvous? Voyezvous? Jak gdyby bała się, że w tym filmie znowu będzie się na nią tylko patrzeć, a nie jej słuchać. Z tej obawy, mówi, postanowiła sfilmować swoją historię nie jak psychodramę, ale jak bajkę.
– Bajka wykrzywia rzeczywistość, stwierdza Eva. Zaczarowuje to, czego nie dałoby się wytrzymać, gdyby patrzeć trzeźwym wzrokiem. Wszystkie ważne postacie istniały w bajce już dawno, dawno temu – mała księżniczka, kochająca prababcia, zła czarownica i lud, który uległ jej władzy. Czarownica, Irina Ionesco, fotografka rumuńskiego pochodzenia, była gwiazdą paryskiego środowiska artystów po 1968 roku, traktującego rozdział seksualny między dorosłymi a dziećmi jako drobnomieszczańskie represje przeciwko pożądaniu.
- Ona pochodzi z innego świata, dziękuję, mówi w filmie kurator na jej wernisażu, na co czarownica odpowiada lodowatym uśmiechem, a ponieważ Isabelle Huppert, która gra tę rolę jest niezwykle przekonująca i zjadliwa, wygląda to rzeczywiście tak jakby zaczarowała zwiedzających. Podoba mi się ten kontrast między niedojrzałością a perwersją spojrzenia – szepczą, podziwiając erotyczne dziecięce akty.
– W taki właśnie sposób moja matka mogła bez przeszkód sprzedawać swoje nadużycie jako sztukę, mówi Eva Ionesco, otulając się szczelniej kurtką. - I to nie tylko we Francji.



We Włoszech w 1976 roku Playboy wydrukował serię zdjęć jedenastolatki, w Hiszpanii to samo zrobił magazyn Penthouse, w Niemczech w 1977 roku ukazał się numer Spiegla z Evą Ionesco na okładce, zupełnie nagą jeśli nie liczyć koronkowych pończoch, rękawiczek i naszyjnika z pereł. Eva uśmiecha się gorzko:
– Takie były wtedy czasy.
Ale siła czasu bywa też przeceniana, pokazuje to historia Evy Ionesco, gdzie czas nie uleczył ran i nie stanowi żadnego usprawiedliwienia dla tego, co zrobiła jej matka.
– Posługując się mną, urzeczywistniała swoje obsesje, rozumie pani?
Tak, ta sprawa jest znana. Mimo to Eva dodaje:
– Chciała zrzucić na mnie skandal związany z jej własnym życiem.
To życie było skandalem od pierwszej godziny: Irina Ionesco została poczęta w wyniku kazirodztwa, przez swojego dziadka, spółkującego z własną córką. Hańba, na którą najlepiej zamknąć oczy.
 – Nawet matka na nią nie spojrzała, mówi Eva. Stąd wzięło się to rozpaczliwe pragnienie bycia oglądaną, które przerodziło się w szaleństwo. I chęć patrzenia.
Eva miała cztery lata, kiedy jej matka po raz pierwszy zabrała ją na zdjęcia z domu dziadków u których się wychowywała. Dziewczynka w filmie jest wyraźnie starsza, parę lat w tę czy w tamtą stronę w bajce nigdy nie miało większego znaczenia. Ja jestem artystką a nie ty – blada, chuda czarownica beszta starą kobietę, wymachuje aparatem fotograficznym niczym czarodziejską różdżką i porywa Evę do swojego mieszkania, królestwa pełnego czaszek, biżuterii trumiennej i ciemności. 




– Zabawa seksem i śmiercią to był jej znak firmowy, stwierdza córka. I naturalnie bawienie się seksem oraz własnym dzieckiem. Jesteś najpiękniejszą dziewczynką na świecie – szeptała jej do ucha, robiąc zdjęcia.
Eva Ionesco jest nadal piękna w specyficzny sposób. Jej jasne włosy sterczą potargane, od paru godzin w Berlinie mierzwił je wiatr. Jej drobna figura tonie w bezkształtnym zimowym ubraniu a na twarzy nie widać prawie żadnych śladów makijażu. Taką niedbałą urodę mają bardzo młode dziewczyny – w ich wieku ona musiała być uwodzicielską pięknością. Niekiedy chciała taka właśnie być.
Najbardziej chyba przygnębiające sceny filmu to te, które pokazują jak dziecko zaczyna brać udział w tej złej zabawie. Jak staje się świadome swojej erotycznej siły, jak kusi i mami mężczyzn, jak wygina się nieprzyzwoicie przed obiektywem. Matka Evy opowiada w tej chwili publicznie, że córka miała nawet własne pomysły na fotograficzne eseje. Czy to prawda?
– Naturalnie, odpowiada Eva. Buntować się zaczęłam o wiele za późno.
Kiedy rozpoczęła się ta historia ze zdjęciami nie miała nawet pojęcia, co to jest aparat fotograficzny.
– Poza tym czteroletnie dziecko uważa nagość za coś zupełnie normalnego.
Ale już wkrótce nie chciała występować goła, chciała być księżniczką jak wszystkie małe dziewczynki. Była jedyną w szkole której się to udało, która dostała koronę, perły, sławę – pod jedynym warunkiem: że będzie pozować do zdjęć. Miała jedenaście lat kiedy zaprotestowała i przekonała się, że ta zasada obowiązuje również w drugą stronę. Żadnych zdjęć oznaczało: żadnych zakupów. Nie ma pozowania, nie ma miłości ani jedzenia.
– Ona ze mnie żyła, stwierdza Eva Ionesco.
Robi to zresztą do dziś. Urząd do spraw Dzieci i Młodzieży wkroczył gdy dziewczynka miała dwanaście lat. Modelka trafiła do domu dziecka. Ale jej fotografie nadal krążyły po świecie i nawet jeśli dzisiaj żaden rozsądny człowiek nie zgodzi się już na zorganizowanie pedofilskiej wystawy czy opublikowanie albumu z dziecięcą pornografią, Irina Ionesco może nadal sprzedawać to, co nazywa sztuką.
– Jest tak jak dawniej. Chodzi wyłącznie o nią, mówi Eva. Oskarżyła swoją matkę przed sądem, ale przegrała sprawę.
– Miałam wtedy już trzydzieści lat. Powiedziano mi, że powinnam była obudzić się wcześniej. Teraz Eva Ionesco stara się własnym sposobem odzyskać prawo do tych zdjęć. Scenariusz filmu napisała już przed laty, długo jednak nikt nie mógł odważyć się na produkcję.
– Wszyscy bali się sfilmować pedofilską historię i powtórzyć mój dramat na ekranie, stwierdza. Ale ona tego właśnie nie chciała, dlatego też dała Violetcie, jak nazywa się postać w filmie, dużą pewność siebie, charakter, który się broni, buntuje i biegnie ku przepaści, ale w nią nie wpada – i na samym końcu ma prawo pozostać jednak dzieckiem. Prawda wyglądała jednak inaczej: Eva Ionesco została obrabowana ze swego dzieciństwa. Odebrano jej też prawo do zdjęć. Teraz chce odzyskać przynajmniej własną historię.

IRINA IONESCO


Irina Ionesco dzieciństwo spędziła w Konstancy w Rumunii. Córka rumuńskich imigrantów, od młodych lat w Paryżu. Znana jako fotograficzka, przed odnalezieniem swojego powołania podróżowała i zajmowała się malarstwem. Nazywana twórczynią erotyczną, jako że jej zdjęcia przedstawiają modelki przede wszystkim w samej bieliźnie bądź w zupełnym negliżu. Punktami wspólnymi dla jej fotografii są: buduarowa sceneria, wykorzystywanie akcesoriów takich jak przezroczyste stroje obszyte cekinami, kwiaty, wachlarze, duża ilość biżuterii, maski weneckie, buty na wysokich obcasach, mocny makijaż modelek. Zdjęciom towarzyszy aura tajemniczości, mroku, zmysłowości.
Od początku lat 70 ubiegłego wieku fotografowała swoją pięcioletnią córkę, Evę Ionesco w ten sam sposób, co modelki dorosłe. Mimo że twórczość Iriny Ionesco rozwijała się w atmosferze skandalu, jej prace były poszukiwane i szeroko komentowane, miały wielu nabywców. Nagie zdjęcia córki Evy były drukowane w prasie włoskiej, niemieckiej, hiszpańskiej.
Pomimo narastającej niechęci córki do pracy z matką, sesje były kontynuowane aż do 1977 r., kiedy dziewczynkę odebrano Irinie Ionesco i umieszczono w domu dziecka. Dwa lata temu Eva Ionesco zaprezentowała wyreżyserowany przez siebie film pod tytułem Moja mała księżniczka  historię swojego życia, w którym rozlicza się z matką. Przedstawia w nim ją jako żądną poklasku i nieustającej uwagi, gotową poświęcić dla rozgłosu relacje z rodziną, niezdrowo zafascynowaną rodzącym się w dziecku erotyzmem. Przez wielu uważana za złą matkę, która skrzywdziła swoją córkę, sama będąc odrzuconą w dzieciństwie, przez innych za zdolną, jedyną w swym rodzaju fotograficzkę, badaczkę tak skrywanej przez kobiety zmysłowości i artystkę umiejącą pokazać ją w subtelny, niewulgarny sposób. Do dziś intryguje i jest inspiracją dla młodych artystów tworzących w duchu retro. Z pewnością zasługuje na analizę swojej pracy.

Za:
    


LINKS: